Znicz

Mój mąż. Kocham Go nad życie. Czasem naprawdę mnie wkurza.

Mój syn. Kocham Go nad życie. Czasem naprawdę mnie wkurza. Moja córka. Kocham Ją nad życie. Czasem naprawdę mnie wkurza. Mój drugi syn. Kocham Go nad życie. Czasem naprawdę mnie wkurza. Moi Najbliżsi. Kocham Ich nad życie. Czasem naprawdę mnie wkurzają. Właściwie to nawet nie Oni wkurzają mnie. To raczej* ja* sama.Wszak w tej samej scenerii raz zdarza mi się wyjść z siebie, a raz zostać. Ale dziś znowuż mam słabszy dzień, jestem podminowana czymś innym, bardziej śpiąca, bardziej zmęczona, bardziej mi się śpieszy. Już nawet nie pamiętam, co tym razem. Kto tym razem. Erupcja gotowa. Idę wkurzona przez cmentarz. Oni obok. Tu znicz. Tam znicz. Groby aż uginają się pod ich ciężarem. Tu spoczywa czyjś syn, tu czyjś brat, tu mąż, a tam wujek. Ten malutki aniołek odszedł po dwóch dniach, ten po dwóch latach, a na tamtym nagrobku ta sama data narodzin i śmierci. Sektor grobów żołnierzy radzieckich. Na rozkaz przelali krew za cudzą ojczyznę, a ich mamy, siostry, żony nawet nie wiedzą, gdzie zapalić im znicz. Przecież to wszystko wiem, a dziś czuję się tak, jakbym widziała cmentarz po raz pierwszy. Płakać mi się chce i tak sobie myślę: co z tego, że ktoś mnie czasem wkurza i rani? Ale jest ze mną, jest przy mnie. Ofuknięty, przybiega po chwili jak szczeniak, łasząc się, chce być blisko, nadstawia do pieszczot łebeczek. A ja, głupia! Jak bym się dziś czuła, niosąc dla nich, a nie z nimi, znicz? Ile złych myśli, przegniewanych dni, porywczych słów chcieliby cofnąć ci, którym dziś pozostała już tylko modlitwa? Dlaczego tak łatwo stracić perspektywę i przegrać to, co ważne w imię zadeptanej błotem podłogi i chwili upartych fochów? I jeszcze tak sobie myślę: czy będę pamiętać to uczucie i te łzy jutro, kiedy stres znów zacznie tykać? Czy nie skończy się na dobrych chęciach i obietnicach? Oby tym razem nie! Ksiądz Twardowski nawoływał do pośpiechu. Miał rację. Kończę i idę przytulić tych, których kocham nad życie.

/mkh