Złość matki

Złoszczę się niemal codziennie. Wściekam się tak, że aż mam ochotę coś rozwalić. Najgorsze jest to, że muszę się wściekać do środka i to, co akurat mam pod ręką do pieprznięcia o ścianę to moja godność osobista ewentualnie dobre samopoczucie. O ścianę wątroby se nimi mogę rzucić. Co najwyżej. Bo jak inaczej przy dziecku?

Złość jest ważną informacją, ale słabą instrukcją.

Milion razy mówię bardzo dokładnie i z idealną dykcją, za to bez fonii “chujów sto!!!” .To moja odpowiedź na setne “coooo?” . Wypowiedziane niby do mnie, bo w reakcji na moją przemowę, ale jednak do telewizora, bo to akurat jedyne połączenie na linii dziecko-reszta wszechświata w tym momencie.

Milion razy klnę okropnie i szpetnie, ale w głowie, bo usta śpiewają kołysankę a ręce bujają w jej rytm. I krok spokojny, chociaż ta noga już się rwie, żeby sprzedać kopa. W coś, najlepiej szklanego, cennego i należącego do kogoś, kto mi tego nieśpiącego szatana zafundował. I tak przeklinam w myślach, a na ustach kotki dwa, pierdolca można dostać i rozdwojenia jaźni.

Podstawowy kłopot z wyrażaniem złości jest taki, że najbardziej chcemy ją wyrażać w kierunku osoby, której zachowanie było wyzwalaczem tej złości.

Wściekam się wtedy, kiedy moje najprostsze potrzeby leżą związane zakneblowane i schowane do wersalki w drugim pokoju. Bo udało mi się wypić łyk kawy, ale umyć zębów już nie i mam kapcia.  Pachy nie umyte od wczoraj, bo jak usypiałam dziecko to już nie wstałam.  Miałam to zrobić rano rano. Jest 12. Szlafrok mi się plącze w nogach, nienawidzę tego antygwałta, ale nic innego nie zdążę na siebie naciągnąć, a tu zimno. Zimno mi, bo jestem głodna. I nagle ktoś obok przepływa, w swojej bańce, z innego świata i na przykład upomina “ale nie tym tonem, a co ty taka zła jesteś?”. A bo mi się chce kupę od rana i nie mam czasu!

Złość nie bierze się z tego, co robią inni ludzie, tylko z tego, jak myślimy o tym, co robią inni ludzie.

Wściekam się milion razy kiedy się boję. Bo na przykład Dziulka chce jeść przed telewizorem. I co? nie będzie mieć  zdrowych nawyków, za to będzie mieć zaburzenia odżywiania i nadwagę? Bo właśnie ryczy bez sensu, jak tak jej zostanie i nie będzie mieć znajomych, dzieci będą ją wytykać palcami? Bo Felek bije, jak będzie tak bić za rok, jak ja sobie z tym poradzę?

Wzięcie odpowiedzialności za własną złość jest pierwszym krokiem do tego, by ta złość zaczęła nam służyć

Kiedy jestem ogarnięta, kiedy mogę jasno myśleć widzę sama, że to bez sensu. Dziecko robi coś tu i teraz, niepotrzebnie nakręcam się sama w swoim strachu. Ato powoduje moją złość.  Ale tak trudno mi oddzielić to tu i teraz, odsiać od lęków, odczepić od mojego ciała, mojego zmęczenia, moich pretensji, moich potrzeb. Przedrzeć się przez to, skupić wzrok i zobaczyć tą jedną potrzebę, to jedno wołanie tu i teraz.

I tak walczę ze sobą co dzień. Codziennie postanawiam, że to dziś mi się uda nie wściekać. I czasami się udaje.

Wszystkie emocje mówią nam o tym, co jest dla nas ważne. Złość mówi o tym, co jest dla nas bardzo ważne i często o tym, czego od długiego czasu nie słyszymy

Wszystkie cytaty pochodzą a albumu, w którym o złości napisała na swoim FB Agnieszka Stein. Znajdziecie go TUTAJ, bardzo polecam zarówno te, krótkie sentencje jak i komentarz autorki, warto! Bardzo mi pomogły poukładać się z moją złością i moimi złymi emocjami.

Inne teksty o trudnych emocjach w macierzyństwie znajdziecie TU.

A Wy wiecie coś mądrego o złości? Macie ją oswojoną? Czy borykacie się, jak ja?

 

 



***

Dziękuję, że tu jesteś! Może zostaniesz jeszcze chwilkę?

Jeśli masz ochotę,

Dzięki!
Kasia

Olej swoje dziecko na pierwsze 3 lata!
12 sierpnia 2014
II Konferencja Bliskości, na gorąco i z serca
20 października 2014
Cyce na tablice, szkoda tylko, że od tyłu.
19 czerwca 2014
Inline
Inline