Za mało mnie chwalili

I* teraz mam niskie poczucie własnej wartości…*

Każdy chyba może coś zarzucić swoim rodzicom. Nikt nie jest idealny, rodzice zwłaszcza. Zwłaszcza z perspektywy czasu się to widzi. I można sobie przeprowadzić diagnozę. Za mało chwalili i teraz mam za niskie poczucie własnej wartości. Za dużo chwalili, stąd problemy z wewnętrzną motywacją. Za mało czasu mi poświęcali i nie potrafię teraz zaufać. Byli nadopiekuńczy i sama już nie umiem o siebie odpowiednio zadbać. Zawsze coś się znajdzie. Mamy haki na naszych rodziców.

A potem sami zostajemy rodzicami. I patrzę czasem na moją córkę, która jest tak mała, że jeszcze w sumie nie zaczęliśmy jej wychowywać. Nie zaczęliśmy uczyć. A ona już umie. Ona nagle mówi „przepraszam” i „dziękuje” i częstuje jedzeniem, i jest dobra dla zwierząt i odkłada zabawki na miejsce. I trwam w szoku, a potem sobie myślę, że ona przejmuje od nas to wszystko. Uczy się nas tak, jak całego świata. Że w nocy się śpi, że owoce są smaczne, że się mówi „dziękuje” i delikatnie obchodzi z małym psem. Bo taki jest świat wokół niej. Nie zastanawia się, chłonie. Jasne, że pewnie nie bez znaczenia jest to, że nikt jej nie bije, że jest wysłuchana i że czytamy jej książeczki. Ale może ważniejsze od tego, czy ma pokój według metody montessori czy waldorfskiej jest na razie to, że jej tata nie kopie na jej oczach kota przybłędy na balkonie i przytula mamę, kiedy jej smutno?

Spędziłam ostatnio trochę czasu z moimi rodzicami. Do których miałam kiedy wiele zarzutów. Najwięcej, kiedy byłam młoda, zbuntowana i mądrzejsza niż wszyscy dorośli świata razem wzięci. A za które do dziś ciężko mi i trudno przeprosić. No i spędziłam z nimi trochę czasu, pogadałam, poprzyglądałam się. Jak się zachowują, co robią i dlaczego. I tak sobie myślę, że łatwo jest zdiagnozować, że tego robili za mało, tego za dużo, a tutaj się nie postarali. Ale chyba nie widzę najważniejszego.

Bo czasem coś mi się uda wyjątkowo dobrze. W tym moim rodzicielstwie na przykład. I puchnę z dumy, te wszystkie moje książki przeczytane i rozwój i samodoskonalenie, proszę ja ciebie, cierpliwość trenowana. A potem moja mama mówi coś tak mądrego o wychowaniu że aż mi kapcie spadają. I zaczynam się zastanawiać, ile z tej mojej mądrości, która mi się czasem uda przejęłam niechcący od moich rodziców, którzy zajmowali się mną, moim młodszym rodzeństwem i mieli kontakt z całą masą dzieci. Ile z tego szacunku, zrozumienia, cierpliwości, tego wszystkiego co jest podstawą Rodzicielstwa Bliskości po prostu nauczyłam się od nich tak jak tego, że nocą się śpi? Mam mnóstwo wad. Ale mam też trochę zalet. Zdarza mi się być dobrym człowiekiem. Ile z tego bierze się stąd, że tak moi rodzicie robili i już? Nie tłumaczyli nam, nie uczyli nas, nie prawili kazań. Żyli i świat zawsze tak wyglądał.

Nie wiem, czy chwalili mnie w sam raz. Ale chociaż mamy trochę innych poglądów, to ten ważny, mocny środek mamy taki sam. To znaczy, że ja mam taki jak oni. I będzie mi strasznie głupio, i oni pewnie będą zażenowani, ale jak tylko się z nimi spotkam znowu, to odwołam oficjalnie z ręką na sercu te stare zarzuty i powiem im to, obiecuję.