Wyśpij się na zapas

Wyśpij się na zapas, mówili, kiedy byłam w ciąży. Biję się w pierś, że wolałam na zapas się wyczytać. Teraz żałuję. Te noce mnie wykończą.

Ragnar zasnął w wózku wieczorem i tak teraz śpi, zaparkowany obok łóżka. Ja próbuję spać także. Nie da się. Nie jestem przyzwyczajona, że mam całe łóżko dla siebie. Raczej, że jestem zwinięta w obwarzanek i obłożona dziećmi z każdej strony. Plecy protestują. Do tego nerwowo nie wytrzymam tej niepewności. Co jakiś czas zrywam się i świecę Ragnarowi telefonem w twarz. A nuż przyłapię go na tym, że mnie potrzebuje, tylko nie daje znać? Nie oddycha? Osłabł z głodu? Usycha z tęsknoty? Łka w poduszkę? E, śpi. No to ja też spróbuję... I tak przez 6 godzin.

W końcu udaje mi się przysnąć. Budzi mnie moja mama, żeby mi powiedzieć, że mały śpij już 6 godzin bez nocnej pobudki! Nie no, serio? A co ona tu robi w ogóle o 3 w nocy? Przyszła sprawdzić, czy u nas wszystko w porządku? Nie no, jak można być tak nadopiekuńczą, no naprawdę...