Jestem wdzięczna

Jest noc. Leżę w łóżku z nosem w pachnących słodko włoskach mojej córki. Jest mi błogo i dobrze. Za oknami ulewa. Ale mi jest ciepło,  sucho, wygodnie. Jesteśmy na wakacjach u moich rodziców. Przed chwilą zajrzała moja mama, żeby życzyć dobrej nocy i jak zawsze zapewnić, że gdyby była potrzebna, mam ją wołać. Nigdy nie trzeba, ale zawsze o tym przypomina. A ja myślę o tym, że tak wygląda moje życie. Ciepło, bezpiecznie, w otoczeniu kochających ludzi. Nie ma w tym żadnej mojej zasługi, tylko ślepy los.

Nie zapracowałam sobie na moje szczęście. Niczym sobie na nie nie zasłużyłam. Nie jestem specjalna ani wyjątkowa, że akurat mnie się to należy. Codziennie myślę o tym, jak mało brakowało, żeby było inaczej. Jakie to niesamowite, że w rozdaniu od losu akurat mi tyle dobrego przypadło. Że mogę tak przeżyć moje jedno, króciutkie życie.

Jesteśmy uodpornieni na nieszczęścia i znieczuleni na tragedie. Oglądamy wiadomości zagryzając czipsy. Ale do mnie często przebija się ta groza. Kiedy trafię na historyczny program o holokauście, ludobójstwie, pogromie, wojnie. Kiedy słyszę o kolejnej katastrofie, kataklizmie, tragedii. Nie mam silnej psychiki i przełączam kanał jeśli tylko mówią coś o krzywdzonych dzieciach. Ale zawsze coś tam do mnie trafi.W każdym dziecku z obozu uchodźców, z zamkniętego samochodu, z topieli w rzece widzę moją córkę.

Ile w tym mojej zasługi, że żyję w kraju, gdzie nie ma wojny, głodu i epidemii? Że nie umierają niemowlęta, bo nie mamy szczepionek wartych około złotówki? Że mam kochającą rodzinę, która trzyma się razem? Że jestem zdrowa? Że moje dziecko jest zdrowe?

Nie wiem, ile czasu mi zostało w takim błogostanie, ale widzę to, doceniam, jestem bardzo wdzięczna.

Mam już wszystko, co ważne, na liczniku szczęścia strzałka na samej górze. Wszystkie marzenia i plany to już kosmetyka, naprawdę.

Widzicie to u siebie? Jesteście wdzięczni? Dajcie znać.