Waga słów

Siedzę z koleżanką na kawie. W kawiarnianym ogródku jest też miejsce zabaw dla dzieci. I bawią się dwa fajne bąble, nie całe dwa lata tak na oko. Obok siedzi młoda zadbana mama, sympatyczny tata, raczą się kawką. Słonko świeci, jest przyjemnie. Tylko ta mama…

Bo ta mama ciągle nawija.

„Jasiu nie wchodź do domku przez okno tylko idź do drzwi” co jej to przeszkadza jak on się bawi?

„Jasiu nie dotykaj kwiatuszka bo się pokoli” kurcze, to sztuczny kwiatek jest, czemu nie może se dotknąć jak potrzebuje?

„Jasiu, nie idź tam, nie stój tam, nie siadaj, nie biegnij”

„Jasiu powiedz pani jak masz na imię” no dawaj stary, bo jeszcze się nie domyśliłam.

Czekam kiedy mu powie żeby oddychał. „Jasiu, wdech. Jasiu, wydech. Jasiu, wdech…” A co Jasiu na to? A Jasiu na to nic. Zakładam, że ma to w domu ciągle i się chłop przyzwyczaił. Generalnie matczyny głos robi za tło, a on robi swoje. Idzie gdzie ma iść, kolebie się po tym ogródku, gdzie w zasadzie jest bezpiecznie. Tu sobie kwiatka dotknie delikatnie, tam zajrzy za zabawkowy domek, tu się uśmiechnie do kelnerki, tam się zawiesi z otwartą japką bo dzieci biegają. Nie robi nic, co by wymagało interwencji rodzicielskiej. I zastanawiam się, po co ta mama tak nawija? Przecież chyba zdążyła zauważyć, że nic to nie zmienia, co nie? Ale z drugiej strony specjalnie jej to nie martwi. Całkiem możliwe, że błądzi myślami i dla niej to też już tło, takie buczenie, biały szum. Myślami już na zakupach (albo w książce Prousta którą w domu podczytuje, żeby nie było), a buzia sama „Jasiu bo cię pan zabierze jak pójdziesz do pana”. I tak sobie krążą te słowa między Jasiem a mamą jak piłeczki na korcie.

Ja spróbuję jednak, żeby u nas było inaczej. Ja chcę, żeby u nas słowo miało wagę piłki lekarskiej raczej niż tenisowej. I nie dlatego, że jak sto razy obiecam Ninie, że ją pokoli ta paprotka czy inny sztuczny fiskus, a gadzina jednak nie pokoli należycie, to mała straci do mnie zaufanie. Nie tylko dlatego że chcę, żeby stanęła jak krzyknę „stój!” na ulicy. Ale są takie słowa, które u nas mają wybrzmieć należycie. Że ją kocham najbardziej na świecie. Że zawsze ma do mnie przyjść z problemem, smutkiem, lękiem. Bo jak mama mówi że pokoli, to pokoli naprawdę. A jak mówi że kocha, to to właśnie znaczy. 

obrazek: pinterest.com