Tu i teraz: luty 2018

Luty to taki miesiąc zawieszenia. Już zdążyły się lekko rozmyć styczniowe postanowienia i człowiek goni resztką noworocznego rozpędu. Już powoli się okazuje, że nic się specjalnie nie zmieniło wraz z nowym numerkiem w kalendarzu. Ale za to za rogiem wiosna, więc jest nadzieja, że będzie lepiej. Luty to taki miesiąc- zapchajdziura. A, no i mam urodziny. Heh…

Słucham

za mało muzyki. Kiedyś nie wyobrażałam sobie życia bez ścieżki dźwiękowej. A teraz nie mam kiedy słuchać muzyki. Nie sądziłam, że to w ogóle możliwe. A jednak mi się udaje ta sztuka. Za to biegając słucham Siły Nawyku. Żeby rozwijać harmonijnie siłę ciała oraz siłę woli. Ale biegam za rzadko, żeby siła woli znacząco urosła, a nie mam na tyle siły woli, żeby biegać w tej pizgawicy częściej. I całe życie pod górę, w obie strony.

Czuję się

na 19 lat. Nadal. Zawsze mi się wydawało, że w wieku 25 lat będę pomykać na szpilkach, w czerwonej garsonce i z teczką ku bliżej nieokreślonym, ale jakże ważnym dorosłym sprawom. A po 30 to już chyba z balkonikiem. Za to promieniować będę mądrością i spokojem. No więc emocjonalnie nadal 19. Mądrości nie wiele. Za to trochę marudna się zrobiłam i zrzędliwa. Muszę koniecznie przestać źwandać! Tego mi życzcie na ten kolejny, 33 rok życia.

Chciałabym

iść na imprezę.  Taką jak za dawnych lat. Wrócić do domu nad ranem, spać do popołudnia, zamówić pizzę do łóżka. To chyba taki urodzinowy zryw serca.

Jestem wdzięczna

Za zdrowie moich dzieci. Uuuu, ale banał, prawda? Ale co zrobić, maraton infekcji mnie przeorał i poustawiał wszystko znów w odpowiedniej kolejności. I nosząc nocami rozpalonego, płaczącego malucha myślałam tylko o tym, jakie to szczęście, że to tylko infekcja, że to tylko tydzień.

 

Pracuję nad

nauką dbania o siebie. Nauczyłam się już, że bycie dobrym rodzicem to tak naprawdę wielka praca nad sobą. A to wymaga siły, równowagi i wewnętrznego spokoju.  W tym miesiącu zwaliło się nam na głowę bardzo dużo spraw, które wymagają od nas uwagi. Do tego problemy rodzinne no i choroby dzieci, a depresyjna pogoda nie pomaga. Dlatego uczę się wyłapywać momenty, kiedy wyczerpuje mi się emocjonalne bateria i doładować ją odpowiednio.

Cieszę się

z każdej nowej płytki na ścianie naszego nowego domu. Idzie to wszystko powoli i ciągle zaskakują nas jakieś małe wypadki, ale widać już efekty i zaczynam wierzyć, że wiosnę i lato spędzimy wreszcie u siebie!

Uczę się

systematyczności. Moim problemem jest słomiany zapał. Pracuję wielkimi skokami, od zrywu do zrywu. Ale podobno silna wola jest mięśniem, który możemy wzmocnić, jak każdy inny. No wiec niektórzy machają przysiady, żeby mieć kształtną pupę, a ja dokładam sobie ciężarów, żeby wyrobić sobie pokaźną determinację!

Czytam

Zaczęłam od doskonałego Króla Szczepana Twardocha, a potem wpadła Łaska Anny Kańtoch. Ale kiedy zimowa aura zaczęła mnie przytłaczać pomyslałam, że chyba pora przerzucić się na lżejszy kaliber. Ogród małych kroków miał być pełen pozytywnej energii i rzeczywiście, czytało się to z uśmiechem na ustach. Ale jakoś brak mi mięsa po takiej lekturze. Przeczytałam, uśmiechnęłam się i tyle. W sumie mogłam siętego spodziewać, ostatnio z dołka wyciągnęła mnie dopiero Zorkownia, która jest najpiękniejszym, co spotkało internet, ale do lekkich i wesołych nie należy. Może Wy polecicie coś?

„Zawsze łatwo poznać gdzie stoi mój samochód. Opakowania po batonikach z granolą, słomka od soku, brudna chusteczka. Mamusina wylinka. Wyobraziłam sobie tropiciela z jednego z rdzennych plemion , który kuca, pochylony nad chodnikiem: „pulchna kobieta, w średnim wieku, zmierzała na południe w otoczeniu młodych” . Potem wyprostowały się i ze współczuciem potrząsnął majestatycznie głowa: „poruszała się bardzo powoli.” / czytam coś totalnie nie w moim stylu, ale zaskakująco fajne! Na razie odwyk od mrocznych książek. A, w bio link do nowego posta, tez do uśmiechu #czytam #książka #kochamczytac #czytambolubie #pozytywnie #blog #nowypost #dziulkacrew #wydawnictwootwarte @wydawnictwootwarte

A post shared by DziulkaCrew (@dziulkacrew) on

Oglądam

też lekkie rzeczy i to w pełni świadomie. Kusi mnie ogromnie nowy sezon Black Mirror, ale nie czuję się jeszcze na siłach. Za to wieczorami pozwalam sobie na odcinek Dobrego Miejsca, serialu o dziewczynie, która jest straszną zołzą, ale po śmierci trafia przez błąd w systemie do Nieba. I bardzo stara się, żeby to się nie wydało. To kiedy jestem zmęczona i potrzebuję 20 minut lekkiej rozrywki. Bardziej ambitnie, ale nie mniej pozytywnie działa cudny serial Durrelowie. Oto do cna brytyjska rodzina przeprowadza się na piękną, słoneczną Korfu, żeby zmienić swoje życie. I do tego jest uprzejma robić to w latach 30. Coś wspaniałego!

Czekam na

wiosnę. Albo od razu na lato! Ale kto czeka na coś innego w lutym?

A jak u Was minął luty? Czym żyliście? Co ważnego się stało? Czego słuchacie, co fajnego oglądacie, jakie wynaleźliście książki? Co Was ucieszyło? 

 


Seria Tu i Teraz podpatrzona u Kasi z Worqshop.pl, która namawia do comiesięcznych podsumowań. Dzięki Kasiu!

 

 



***

Dziękuję, że tu jesteś! Może zostaniesz jeszcze chwilkę?

Jeśli masz ochotę,

Dzięki!
Kasia

Jak nie wychować sobie czytacza
17 lutego 2015
Reaguj – masz prawo
20 listopada 2014
Do nie dzieciatych przyjaciół
19 października 2014
Inline
Inline