TATA

Tata Dziulki jest idolem. Jest najlepszym kumplem i kompanem w zabawie. Jest przez nią karmiony widelcem najlepszymi kąskami z miseczki. Dostaje niespodziewane małe upominki, jak skarpety, ulubione zwierzątka z farmy , kamienie. Jest witany wielkim uśmiechem i gromkim tatatatatata.

Biedna, zarobiona matka służy do karmienia, usypiania i nic więcej ciekawego z nią Dziulki nie czeka. To tata takie zabawy wymyśla, że Dziulson turla się ze śmiechu. Na taty kolana gramoli się Nina, ciągnąc za sobą ulubioną książeczkę. Z przejęciem słucha po raz 81 gdzie jest piesek, a gdzie kotek na obrazku. I śledzi tatowy palec. Co my byśmy robiły bez niego?

Dla mojego męża od początku było jasne, że po porodzie mieszkamy od razu w 3, bez babć czy innego rodzinnego wsparcia. To on pierwszy zobaczył Dziulkę i przeciął pępowinę. Od początku kąpał, przewijał, ubierał. Wstawał w nocy i tulił. Usypiał. Wtedy jeszcze cła Dziulka mieściła się na tatowym wytatuowanym przedramieniu.

To on sprowadzał mnie na ziemię , kiedy świrowałam na początku karmienia.  Śmiał się, że jest moim prywatnym poradnikiem laktacyjnym. Pojechał ekspresowo po poduszkę do karmienia, która bardzo pomogła. I po awaryjne mleko o 12 w nocy, kiedy było naprawdę źle.

To on zapewniał, że możemy robić wszystko i pójść wszędzie. Kiedy ja panikowałam (będzie płakać, będzie głodna, będzie śpiąca, łolaboga) ze spokojem mówił, że w takim razie nakarmimy, uśpimy, ponosimy. Zrobimy to, co w domu. Gdzie tu problem?

To on naturalnie wiedział wszystko to, co ja musiałam wyczytać w kilku książkach i obgadać z koleżankami. Każdy kolejny podręcznik kwitował ironicznym: co, kolejna książka o tym, że dziecko trzeba przytulać jak płacze? .

Tata Dziuulki wkurzył się, kiedy pierwszy raz obcięłam jej grzywkę. Dobitnie wytłumaczył, że musimy konsultować wszystkie ważne decyzje.

I wkurza się, kiedy się zapominam i zaczynam go pouczać, instruować, wyręczać. Sam dobrze wie, jak ubrać, co dać do jedzenia, kiedy położyć spać. Mogłabym wyjść z domu na tydzień i bez problemu daliby radę. A pewnie bawiliby się lepiej niż ze mną.

Ma swoje sposoby na uśpienie, na zabicie nudy, na pocieszenie. Inne niż moje. A Dziulka dobrze o tym wie. Nawet nie da mu się nosić w takiej pozycji jak ja ją noszę. A mi w takiej, jak nosi tata. I, muszę to przyznać z żalem, jest o wiele bardziej kreatywny w wymyślaniu rozrywek.

A przy tym tata Dziulki pozostał sobą w 100%. W pierwszych tygodniach życia córki wyrwał się z domu na tattoo sesję. Kiedy już uśpi małą wieczorem wymyka się poszaleć na motocyklu. Popijając bezalkoholowe piwo na spacerze wspomina koncerty, na które nie udało mu się dotrzeć i planuje kolejne, na które na pewno ale to na pewno już pojedziemy. A najbardziej emocjonalne wyznanie ojcowskich uczuć na jakie sobie pozwolił  brzmiało Dziulson jest smieszny i będzie jeszcze śmieszniejszy. Do dziś mi warga lata i oko się szkli na samo wspomnienie.

Nie wiem, czy jeszcze ktoś ma takiego fajnego tatę jak Dziulka. Chyba tylko ja.