Tag: problemy

Złość matki

Złoszczę się niemal codziennie. Wściekam się tak, że aż mam ochotę coś rozwalić. Najgorsze jest to, że muszę się wściekać do środka i to, co akurat mam pod ręką do pieprznięcia o ścianę to moja godność osobista ewentualnie dobre samopoczucie. O ścianę wątroby se nimi mogę rzucić. Co najwyżej. Bo jak inaczej przy dziecku?

Czuję, że potrzebuję

Maj, a może początek czerwca. Wracamy z wycieczki. Akurat trafiliśmy na straszną letnią burzę. Pierwszy raz widzę coś takiego. Grad, prawdziwy grad w lecie. Łomocze o dach samochodu. Dziulka śpi mino tego hałasu, tylko dwulatki to potrafią. Na poboczach stoją samochody, kryją się pod drzewami. My suniemy w sznurze odważnych, 30 na godzinę, ale do przodu. Nagle nachodzi mnie okropna ochota na truskawki. W końcu to pełnia sezonu, przy drodze mokną opuszczone w pośpiechu stoiska handlarzy.

Pluszowa ciocia

Ciotka Hulda i ciotka Dziulki, jakiej nie ma nikt. Dziś zacznę od książki, której nawet nie przeczytałam i nie wiem, czy dam radę. Książka dla dzieci może mnie emocjonalnie przerosnąć. Chociaż opis Różowe środy, albo podróż z ciotką Huldą brzmi bardzo fajnie, no i wydały ją Dwie Siostry, co też o czymś świadczy, to ja chyba spasuję. Podobno piękna, podobno pozytywna, podobno mądra. O przyjaźni małej dziewczynki z jej wesołą, ciepłą, grubiutką upośledzoną umysłowo ciotką. I ja się obawiam, że całą książkę będę po prosty ryczeć.

Eureka, geniuszu!

Nowy Rok zaczynam pod znakiem olśnienia.

Lubię się pocieszać, że każdy z nas ma swoje małe lub większe dziwactwa. Bagaż, który odrobinę utrudnia życie. Rysę, z którą zmaga się na co dzień. Ja mam między innymi swój skrzywiony perfekcjonizm. Taką zniekształconą wersję „najpierw obowiązki, potem przyjemności”. Doskonale wiem, że tracę masę czasu i energii na pierdoły, które mają mi otworzyć drzwi do zasłużonej nagrody. Niestety, ta marchewka ciągle daleko przede mną, a kij na plecy spada niezmiennie często.

2014

Wydawało mi się, że ten ostatni rok był taki leniwy. I taki spokojny. Ot, siedzenie z dzieckiem w domu („siedzenie”, haha, „urlop” macierzyński, buhahaha). Ale zrobiłam sobie mały rachunek sumienia i okazuje się, że bardzo dużo się u mnie działo.
Zobaczcie, jeśli macie ochotę. Ostrzegam, chwalę się niemożliwie.

Czas nazwać wroga

To miał być tekst o jedzeniu, ekologii i zdrowym, świadomym życiu. O tym, że wcale nie trzeba przenicować swojego trybu życia.  Że można  zmieniać to powoli i bezboleśnie. Wymyśliłam sobie nawet taki cykl, #100małychkroków. I wrócę do tego na pewno.  Ale sama się oszukiwałam, bo tak naprawdę moim celem jest zupełnie coś innego. Nie wiem, czy ten tekst pójdzie w świat, czy tylko sobie wszystko poukładam w głowie. Ale przeczytałam dziś coś, co naprowadziło mnie na właściwe tory i muszę to w końcu sama przed sobą przyznać.

Inline
Inline