Święta matka karmiąca

W grupie dla karmiących mam jedna z nich napisała, że napiła się piwa. I spytała, po jakim czasie znów może karmić. I rozpętała się afera. Wśród spokojnych, rzeczowych odpowiedzi na zadane pytanie co chwilę pojawiały się głosy krytyki. Karmienie i alkohol? W życiu! Matka karmiąca nie pije! Dziewczyny licytowały się dumnie, ile każda z nich wytrzymała bez używek. Tylko moim zdaniem nie każda matka karmiąca musi być męczennicą.

Zacznijmy od tego, jakie są fakty.

W ciąży nie pijemy alkoholu! Wcale.*W czasie karmienia piersią można napić się*z głową. Jak, kiedy, ile odczekać i czy wylać odciągnięte mleko przeczytacie TUTAJ, ja nie o tym chciałam dziś napisać.

Chciałam napisać o kolejnym stereotypie, który działa na niekorzyść karmienia.

Umówmy się, nic nie jest w stanie przygotować kobiety na pierwsze dziecko. Pierwsze dwa miesiące to cios młotem w głowę. I świat do góry nogami. Ja tak miałam. Znikasz kobieto, stajesz się mobilnym przyrządem do obsługi niemowlęcia. A do tego karmienie piersią. Początek jest trudny i bardzo wymagający. Ja codziennie powtarzałam sobie, że już nie dam rady, że to koniec, że to nie dla mnie. Nie jestem super hiper wytrzymałą, cierpliwą, zorganizowaną, spokojną wspaniałą matką. Kwiatem lotosu na tafli jeziora. Jestem zapłakanym kłębkiem nerwów i nie dam rady ani chwili dłużej. Wtedy ta butelka wydawała się takim wspaniałym wybawieniem! Niech ktoś weźmie ode mnie tego ssaka na kilka godzin, a ja skulę się w kącie kabiny prysznicowej z tabliczka czekolady (dieta matki karmiącej!) i będę płakać i płakać a potem spać i spać i spaaaać.

A potem okazało się, że czas mija a nam idzie coraz lepiej. I nagle karmienie piersią stało się najnaturalniejsze i najwygodniejsze pod słońcem. No umówmy się, ktoś to tak wymyślił, żeby się to matce opłacało jak najdłużej.

Ale kiedy na pytanie „wypiłam piwo, kiedy mogę karmić” czytam odpowiedź ” a po co piłaś, matki karmiące nie piją, ja już nie piję z ciążą 3 rok” to mi ciśnienie skacze. Bo dla mnie to brzmi cholernie jak ” jestem lepsza”. Jestem lepsza więc karmię. Jeśli karmisz, musisz być taka dobra jak ja.

Ile dziewczyn nie podejmie się karmienia, bo nie czują się lepsze? Bo pomyślą, że karmienie jest dla tych świętych, anielsko cierpliwych, które unoszą się centymetr nad ziemią i uśmiechem na ustach poświęcają się dla dziecka? Że jest drogą pełną poświęceń i wyrzeczeń? A jak jeszcze usłyszą, że najlepiej nie trzy miesiące ale dwa lata… Dwa lata bycia świętą! W życiu! Lepiej nawet nie zaczynać, to nie dla mnie.

Otóż karmienie piersią nie jest dla świętych matek karmiących. Nie jest dla tych obdarzonych nadludzkimi przymiotami. Dla tych lepszych. Jest dla zwykłych. Dla mnie. Ja nie jestem lepsza, uwierzcie mi. Jestem normalna, czasem gorsza niż lepsza. A mimo to daję radę. Ba, to nie jest poświęcenie. Ani wyrzeczenie. Nie zamieniłam się w świętą matkę karmiącą, nie podporządkowałam życia karmieniu. To karmienie wtopiło się w moje życie.

No dobra, a co z alkoholem? Lubię alkohol. Tęsknię za nim czasem. Nie będę ukrywać, że jest go w moim życiu mniej niż przedtem. Ale umówmy się, nie przez cycki. Jakoś nie wydaje mi się, że gdybym karmiła butelką, czekałabym na drzemkę Dziulki by zamiast kawą uraczyć się pinacoladą. Wszelkie ograniczenia w tej materii wynikają z tego, że po prostu jestem mamą. I wcale nie cierpiętnicą.