Świat się kurczy, świat rośnie

Kiedy byłam dzieckiem, funkcjonował w moim małym świecie kierunek “pod krzyż”. Pod krzyż chodziło się na przykład z babcią Jancią. Babcia brała dwie plastikowe butelki wypełnione deszczówką oraz od jednego do trzech sztuk chętnych dzieci. Szła naszą uliczką w górę, w stronę pól, do małej kapliczki. Tam podlewała kwiatki, pieliła to co było do wypielenia, prawdopodobnie trzaskała jakiś dziesiątek, a my wałęsałyśmy się dookoła. Babcia Jancia była samozwańczą, nieoficjalną ale wszechwładną opiekunką kapliczki. Nikt tego nie śmiałby kwestionować. Z babcią Jancią nie było dyskusji.

Bacia Jancia była malutka i drobniutka, ale duch w niej był ze stali. Pragnęła zostać zakonnicą, ale żal jej było mojego dziadka wdowca i jego malutkiej córeczki. Została więc żoną mojego dziadka. Może ta kapliczka była namiastką tego, co zostało poświęcone dla małej dziewczynki? W każdym razie kapliczka była wychuchana. Jej czas nadchodził, kiedy sąsiadki pod wodzą babci Janci zbierały się dookoła, żeby śpiewać majowe. Do czasu. Przyćmił je brat babci Janci, montując na słupie naprzeciwko kapliczki głośnik. Może uważał, że figurka zasługuje na bardziej profesjonalne wykonanie? A może chciał, żeby miała czego posłuchać, kiedy wszystkie babcie z ulicy rozejdą się już do domów szykować kolacje? Powroty do domu  z majowego z babcią Jancią były cudowne. Na biały ser z suszoną miętą i herbatę z cukrem.

Pod krzyż uciekała moja siostra w swojej fazie ucieczek z wózkiem. Brała swój wózek, pakowała do niego lalkę, a jak się udało to kota i pędziła pod górę, do kapliczki i z powrotem. Wózek Moniki to była stara gondola w której ona sama się wyjeździła jako niemowlę. Z bordowego skaju czy dermy, na wielkich kołach. Wózki dla lalek szybko przestały być dla Moniki odpowiednie. Raz, że była bardo duża jak na swój wiek, a dwa, że woziła lalki i koty w wieku, w którym inne dzieci już dawno są kilka poziomów wyżej. A Monika potrzebowała właśnie takiej samotnej, szalonej przejażdżki bez amortyzacji, gdzie pędziła uśmiechnięta, w swoim świecie, nie zważając na samochody.

Pod krzyż ciągnęło się sanki długą, zakręcaną drogą, by potem wpakować się na nie całą trójką i pomknąć w dół ulicy. Sanki były dla nas za krótkie, więc tata przedłużył je deską. W ten sposób, dociążane, wślizgane, osiągały zawrotną prędkość. Jazda kończyła się wyjechaniem pokaźnego kawałka pod górkę. Siłą rozpędu, jeśli udało nam się dobrze wejść w zakręt i nie skończyć w zaspie. Cud, że nie skończyliśmy pod kołami jakiegoś samochodu.

Z biegiem czasu przestałam chodzić pod krzyż. Coraz mniej było tam dla mnie. Ciągnęło mnie w drugą stronę. Nie na pola, ale do miasta. Potem do większego miasta. Kiedyś wróciłam, z córeczką w chuście. I okazało się, że nie ma już długiej, pełnej zakrętów drogi wśród pól. Okazało się, że pod moją nieobecność wyrosło za krzyżem osiedle nowych domów. Okazało się, że świat się skurczył. Okazało się, że od mojego domu pod do figurki jest może 200 metrów. A potem odszedł brat babci Janci i rozebrano niezliczone szopki i komórki, które widziałam codziennie za płotem. Nie kryły skarbów, o które tam widziałam jako dziecko oczami wyobraźni. Na podwórku wujka Tadka piętrzyły się zwały blachy, żelastwa, starych desek, puszek i innych śmieci przygotowanych do wywiezienia.

A wczoraj poszłyśmy razem pod krzyż Córeńko.

I dziękuję Ci, że szłyśmy te 200 metrów pół godziny.

Dziękuję Ci, że zardzewiała brameczka skrywała dla Ciebie tajemniczy ogród.

Dziękuję Ci, że obeszłyśmy tę kapliczkę dookoła, po bruzdach rozmarzającej ziemi żeby zobaczyć ją z każdej strony.

Dziękuję Ci, że powiedziałaś nie idźmy już dalej, jesteśmy tak daleko od domu.

Dziękuję Ci, że na obraz topniejącego śniegu i poukrywanych cebulek  nałożył się widok świeżo zsadzonych bratków. Popękany asfalt, falujące zboże, rzucone na pobocze rowery innych dzieciaków. Zapach suszonej mięty. Poczucie, że świat jest dobrym, bezpiecznym miejscem. Że ma dla nas jeszcze tyle!

Na miejscu po szopie wujka Tadka kiełkuje trawa. Latem będzie po niej biegać jego prawnuczka

 

 



***

Dziękuję, że tu jesteś! Może zostaniesz jeszcze chwilkę?

Jeśli masz ochotę,

Dzięki!
Kasia

Notatki z kryzysu
3 września 2015
Każda mama wie, co dla jej dziecka najlepsze
3 marca 2016
Drzemka jest dla mnie! Joł
2 marca 2015
Inline
Inline