Spod piwnicy

Lalki staroczesne królują ostatnio u nas w domu. Staroczesne, w odróżnieniu od nowoczesnych. Nowoczesnych mamy w bród, staroczesne zdobyć, to było wyzwanie, którego podjęła się babcia. Stanęła na wysokości zadania i wygrzebuje cuda, nie chcę nawet wiedzieć skąd.

Staroczesne lalki różnią się od nowoczesnych tym, że noszą pantalony. A także skarpetolony. I butolony. I pochodzą spod ziemi w piwnicy. Patrząc na niektóre egzemplarze, jestem skłonna w to uwierzyć równie mocno jak Dziulka. Serio, te staroczesne cuda, które teraz walają nam się po domu w swojej drodze z Belgii poprzez charytatywne organizacje, ciucholandy i śmietniki na pewno zaliczyły jakąś piwnicę, nie ma innej opcji. Mają to wypisane na porcelanowych twarzyczkach, w poobcinanych kołtunionych fryzurach i kaprawych pozamazywanych oczkach.

A wszystko zaczęło się od przygotowań do porodu, wiadomo. Ostatni miesiąc to u mnie czas gorączkowego nadrabiania wszystkich niezbędnych działań, które przed pojawieniem się dziecka muszą być wykonane. Wiecie, malowanie mieszkania, ułożenie wszystkich ciuchów kolorami, ułożenie wszystkich ciuchów męża kolorami (dobrze, że nosi tylko 3, kolory, nie ciuchy), zaopatrzenie pokoju Dziulki w półeczki i dekoracje, wymycie wszystkiego w mieszkaniu od środka, tyłu i góry. A także wywołanie 300 zdjęć i ułożeniu ich chronologicznie w albumy, oraz uzupełnieniu wreszcie tego cholernego albumu niemowlaka. A wśród zdjęć to jedno z Muzeum zabawek w Krynicy i moja edukacyjna ciekawostka (kiedy wreszcie do mnie dotrze, że to zawsze się obróci przeciwko mnie?), że ta lala z całym swoim lalkowym dobytkiem widocznym w gablotce została wykopana w piwnicy pewnego starego domu. No i wpadliśmy. Bo Dziulkowska niczego już tak nie pragnęła, jak własnej kolekcji spodpiwnicznej. No i mamy.

No i w sumie jest ok, przeżyję, że śpimy w łóżku z kilkoma tymi cudami, co to nie chcę wiedzieć, co się kryje w środku wśród pakuł i trocin. I w pantalonach. Przeżyję, że muszę je całymi dniami animować i przeżywać cudne przygody, głównie oparte na ubieraniu i rozbieraniu z różnych powodów. I że przy tym narażona jestem na ostrą krytykę, bo jak babcia się bawi lalakami to z nią nie ma takich porozumień, jak ze mną! To, że wszystkie lale mają godne, staroczesne imiona w stylu Emilia i Anna, a jedna nazywa się Mała Grucha też przełknę. Ale czemuż, ach czemuż ta najbrzydsza, łysa, bez oka nazywa się Kasia??