Schizofrenia, wtórny analfabetyzm i niepotrzebne emocje. Wojna o mleko

Wcześniej czy później każda matka trafi na najgłupszą, najbardziej niepotrzebną i dla mnie całkowicie niezrozumiałą kłótnię. Czy karmi piersią, czy butelką. W internecie, na blogu, na spotkaniu z koleżankami, u lekarza, nawet w gazecie. Największa głupota na świecie – wojna o mleko.  Za każdym razem, kiedy ja trafiam na kłótnię o karmieniu niemowląt, albo pełen emocji tekst i zacietrzewione komentarze przecieram oczy ze zdumienia. Naprawdę ktoś tak myśli? Tak czuje? Tak to rozumie? Chce mu się pisać te wszystkie rzeczy? A masa jadu, nienawiści i złości i obelg, jaka tam się pojawia… Nie do uwierzenia, że piszą to kobiety, dziewczyny, mamy, z niemowlęciem w ramionach. To jest jakaś jędzowata kołomyja, aż pierze leci na wszystkie strony.

Wyobraźcie sobie, że w artykule o żywieniu dzieci pojawiło się takie zdanie: „Brokuły są zdrowsze niż winogrona, ponieważ zawierają wiele witamin, składników mineralnych i mniej cukru”.

Proste, jasne zrozumiałe?

To teraz wyobraźcie sobie, że pod tym artykułem pojawia się 10450 komentarzy o treści mniej więcej takiej:

  1. Ten artykuł jest o tym, że matki częstujące dzieci winogronami są GORSZYMI MATKAMI niż te, które dają brokuły.

  2.  Podawałam dziecku winogrona, więc to znaczy że jestem złą matką, że nie kocham swojego dziecka, tak?

  3. Matki podające brokuły chcą, żeby wynieść je na piedestał!

  4. Nikt mi nie będzie mówił co ma jeść moje dziecko. Jadło same winogrona i jest zdrowe, szczupłe i czyta nawet od tyłu i do góry nogami.

  5. Jest mi bardzo przykro kiedy czytam ten artykuł, bo wolę winogrona od brokułów.

  6. W Polsce panuje brokułowy terror, matki podające brokuły są głupie, grube i cały dzień stoją przy garach.

No i co? Paranoja jakaś…

Więc drogie kobity, posłuchajcie raz a dobrze. Bycie matką NIE równa się karmienie. To tylko kawałeczek układanki. Możesz karmić brokułami na parze i lać dziecko pasem jak nie zje do końca. Możesz dawać winogrona i przytulać po każdym kęsie. Możesz karmić piersią bo taniej, z papierosem w ręce, a jak zje to odłożyć do łóżeczka i iść na imprezę, niech się drze. Możesz karmić butelką bo z różnych powodów tak wyszło i hormonalną więź zastępować czułością i ciągle się rozwijać, żeby zapewnić dziecku to, co najlepsze. Czy to tak trudno zrozumieć? Zapewniam, że wie o tym każda kobieta karmiąca piersią i wcale nie rusza z krucjatą żeby matki karmiące butelką wpędzić w poczucie winy.

Artykuł o tym, że mleko kobiece jest LEPSZE niż mleko modyfikowane jest o tym i tylko o tym. To jest fakt, tu nie ma co się kłócić. Ja osobiście nie odżywiam się idealnie, choć chciałabym. Mam słabość do słodyczy, problem z jedzeniem śniadań i zdarza się zjeść coś śmieciowego. Ale jak czytam coś o zdrowym jedzeniu to nie czuję się urażona, obrażona, skrzywdzona. Nie wylewam żali. Nie piszę, że mam koleżankę, co je 3 tabliczki czekolady dziennie i jest chuda jak szczypiorek. A wujek Staszek to jadł codziennie schabowego i ma morfologię taką, że uo ja cie daj panie borze. A jak czytam, że pizza jest niezdrowa to nie jest mi smutno i nie ronię łzy. Przyswajam wiedzę, nie budzi to we mnie EMOCJI. Więc jeśli mamo karmiąca butelką czytasz o karmieniu piersią, wyłącz emocje. Przyjmij do wiadomości, że to nie jest atak na ciebie. Przeczytaj na zimno, z zainteresowaniem, ze zrozumieniem. Może się czegoś dowiesz, może zmienisz zdanie, może wyjaśnią się jakieś wątpliwości czy mity, które ktoś ci kiedyś sprzedał jako rzetelną wiedzę. Nie musisz się „nawracać” bo nie robisz nic złego. Ba, pozwolę sobie nawet założyć że jesteś „dobrą matką” bo szukasz wiedzy i się rozwijasz.

I wiesz co jeszcze? Wszystkie te historie o matkach, którym się udało karmić mimo przeciwności losu nie są po to, żeby cię pognębić. I pokazać, że jesteś leniwa i za mało się starałaś. Nie musisz się bronić i udowadniać że naprawdę się nie dało. Matki karmiące piersią wiedzą, że życie jest życiem. A te historie, porady i czasami prostowanie nieprawdy są po to, żeby pomóc innym. To też przeczytaj na zimno. Może skorzystasz przy następnym dziecku, może skorzysta jakaś inna mama. Nie tłumacz się. Naprawdę nikt nie uważa że pewnego dnia pomyślałaś „o, mm nie ma przeciwciał, dam je mojemu dziecku, niech choruje”. Nikt nie zakłada, że leżałaś sobie w szpitalu tuż po porodzie, pachnąca i wypoczęta, dookoła wspierająca rodzina, w planach 3 lata urlopu i deszcz pieniędzy z nieba, a Ty wcisnęłaś dziecko teściowej wraz z butlą, bo ci się nie chciało wyjąć piersi z jedwabnej koszuli nocnej. Serio.

Są matki, które karmią niemal bez wysiłku, jak ja. Są takie, które walczyły jak lwice o każdą kroplę mleka. I będą o tym pisać z dumą. Mają z czego być dumne. Ale gwarantuję Ci, ta duma płynie z nich, z ich wspomnień, z każdego spojrzenia na dziecko, które udało się wykarmić. Nie z porównywania się z tobą. Bo one dały radę a Ty nie. Może miały lepsze wparcie, lepszą wiedzę, więcej kasy i telefon do poradni laktacyjnej. Ale licz się z tym, że jak napiszesz że u ciebie się nie dało bo… to będą to prostować i wyjaśniać.  Dla ciebie i dla innych mam, które szukają wsparcia, wiedzy, pomocy.

Po prostu zapamiętaj mamo karmiąca butelką, że nie musisz się bronić. Zwłaszcza atakiem.