Runmageddon Kids - ekstremalny plac zabaw

Od razu zaznaczam - start mojego dziecka w Runmageddonie to nie przerost rodzicielskiej ambicji czy potrzeba lansu w internecie, tylko wyraźnie i dobitnie wyrażone życzenie małej biegaczki. Oglądanie biegów na YouTube i komentowanie "ja by pobiegłam tam górą!" "ja by przeszłam to sama!", dość odważne jak na trzylatkę , zmuszanie nas do budowania torów w domu i ogródku i przeganianie nimi babć, treningi w domu, niezliczone pompki u ojca na plecach... Organizatorzy zgodzili się puścić malucha i pobiegła...

Oj, warto było! Zaczęła jako maruda, niewyspana, zła i rozczarowana, że biegnę z nią ja, a nie ojciec. Skończyła jako skacząca wybrudzona endorfina, która poszybowała do domu na skrzydłach, by paść na 3 godziny.

Tor dzieciakowego biegu był świetny. Naprawdę, wielki szacunek dla organizatorów. Miałam okazję przetestować osobiście kawałek, gdzie dzikie chaszcze uniemożliwiły mi asystowanie zza taśmy. Mam nadzieję, że się nie obrazicie, że Ragnar w moim brzuchu przebiegł się ten kawałek za darmo. Przy okazji niedoświadczonym ciężarnym odradzam czołganie się pod oponami, ciężko potem się wyprostować. Były i błota i dziury w ziemi, labirynty, ściany i wodna zjeżdżalnia i nawet drużyna wielkich futbolistów. Wielkie chłopy w ochraniaczach dający się pokonać sześciolatkom, ten widok ciężko będzie mi zapomnieć.

Cała ekipa Runmageddonu ma moją dozgonną wdzięczność. Przyzwyczaiłam się już do tego, że tylko mnie napawa zachwytem każdy krok mojej córki. Dlatego grupa ludzi entuzjastycznie reagujących na jej wyczyny, bijących brawo, przybijających piątki i wydających okrzyki to naprawdę miła odmiana. Musimy to powtórzyć. No i pani wolontariuszka, która od razu złapała Dziulkę za rękę i porwała ją ze sobą... Chyba ocaliła mnie przed przedwczesnym porodem, bo bym to dziecko wypluła razem z płucami, jakbym musiała ten tor przebiec z córką. Dziewczyna była wspaniała, Nina mianowała ją swoją pomocniczką i twierdzi, że jest wyryta na zdobytym medalu.

Byłam gotowa na to, że płaczącą czy zmęczoną będę zgarniać z trasy, a tu moje małe dziecko przeleciało kilometr beze mnie, dostało medal i mówi, że chce więcej. Jejku, jak to wzrusza.

A co poza tym daje Runmageddon? Masę dobrej zabawy, dzieciaki to kochają. Poczucie, że ruch jest fajny i sport jest fajny. Że warto stawiać sobie wyzwania. I co najbardziej mi się w takich biegach podoba, nie ma miejsc na podium i rywalizacji z innymi dziećmi. Jest współpraca, bo nie raz trzeba komuś rękę podać i za podaną chwycić. I jest mierzenie się z samym sobą, zmęczeniem, strachem, oporem.

Jeśli kiedykolwiek będziecie mieli okazję wysłać dziecko na Runmageddon Kids, nie wahajcie się ani chwili!