Roztapiam się

Roztapiam się w tej ciąży. Rozmywam. Czuję, jak moje granice rozciągają się jak guma, a potem puszczają nitka po niteczce i jeb. Wypływam i koniec. Breja ze mnie zostaje.

Zastanawiam się, gdzie się podziało moje niezawodne, sprawne, silne ciało. Nigdy jakoś specjalnie nie celebrowałam tego, że mogę wbiec po schodach z siatami, dobiec do autobusu. Przespać całą noc. Zjeść coś po prostu. Wstać z kanapy w sekundę i w ułamku wysiąść z samochodu. Stać po protu. Teraz zgaga, zadyszka, sikanie co godzinę, turlanie się na lewy bok i macanie stopą na podłodze łóżka, żeby jakąś dźwignię se zrobić z własnej nogi i powstać. A jak stoję, to albo rozkraczona, albo na wykrzywionych na zewnątrz stopach. Bo mi środek ciężkości się wziął przesunął. Chyba, tak sobie tłumaczę, sapiąc.

Mam jakąś pierwotną potrzebę zadbać o siebie, odciąć się, pobyć sama, zwolnić. Żeby nikt nic nie mówił, nie chciał, nie potrzebował ode mnie przez chwilę. Ha ha ha. Dziulka chyba wyczuwa szóstym zmysłem, że szykują się poważne zmiany. I że z tym braciszkiem będzie coś więcej na rzeczy niż li tylko to, że będzie mu zmieniać pieluszki i ubierać buciki. I nauczy go skakać na trampolinie. Więc ciągnie ze mnie ile może. Znowu budzi się z okrzykiem mama! Codziennie toczymy walki o to, żebym mogła cokolwiek w domu zrobić, nie tylko bawić się z nią. Kiedy gotuję, ona siedzi w salonie 5 metrów ode mnie (takie mamy rezydencje) i szlocha, że nie chce być sama. Każda sekunda bez fizycznego kontaktu to sekunda stracona na zawsze. Więc ciągle trzyma, za nogę, za rękę, za ubranie, wisi, wspina się, ściska. Kładzie się na moim brzuchu i wtedy już totalnie mnie nie ma, są tylko dzieci, z każdej strony, totalnie. AAA! Ratunku!

Próbuję napisać ten tekst, kolejne podejście, kolejna chwila względnie dla mnie, bo bajka. Ale oglądając, wisi mi na ręce całe to 14 kilo. Możesz na chwilkę usiąść obok i mnie nie ruszać? Zobacz, ta ręką jest mi potrzebna do pisania, a chciałam coś ważnego dokończyć. Dobrze. Odsuwa się.

Za sekundę czuję paluszek dotykający delikatnie mojej ręki. Jeden. Spoglądam. Patrzą na mnie wielkie niebieskie oczyska. A głaskać tak tylko mogę, mamusiu?

Roztapiam się.