Jak to robią inne matki?

Co jakiś czas trafiam na artykuł o matkach, które robią coś. Coś, co ja też bym chciała. I to jak! U tych matek wygląda to super, prosto, lekko i przyjemnie. U mnie nie działa za nic. Jak one to robią, te inne matki?

1. Fit mama

Fit mama 3 miesiące po porodzie wygląda tak, jak Chodakowska przykazała. Biega z wózkiem po 10 km w pięknym dresie, kucyk lśniących włosów za nią powiewa, a nad nią lata motylek. Ja do dziś próbuję dotrzeć na fitness częściej niż raz na dwa tygodnie i za nic nie mogę. Jak mi się zaczyna wolny wieczór to cywilizacja zasypia. W artykule „Jak być fit mamą w 6 krokach” kazali ćwiczyć z dzieckiem. Na razie moje dziecko ćwiczy mnie. Artykuł zapodał też prześwietną złotą myśl, że zamiast spacerować z wózkiem można jeździć na rolkach. A jak się nie umie to tym lepiej, trzymając się wózka nauczysz się matko błyskawicznie. No więc ja już widzę jak rozjeżdżam się na tych rolkach jedną ręką pchając wózek, drugą niosąc zbuntowaną Dziulę  a trzecią prowadząc psa. Podziękuję.

2. Chustomama

Chusta jest wspaniała, noszenie to sama przyjemność! I masa zalet dla maluszka, jestem przekonana, że noszenie bardzo wpływa na rozwój dziecka. Ale nigdy nie udało mi się wyjść poza noszenie z pustym przebiegiem. Noszenie spacerowe. Albo motałam juniorkę na dłuuugi spacer z psem, albo na noszenie po domu. Noszenie i li tylko noszenie. Wszystkie zacne panie z indiańskiego plemienia Kang oraz spore grono eko mam mnie wyśmieje teraz, ale kurcze tak było. Motałam Dziedziczkę i jazda po 24m kwadratowych. Maksimum moich umiejętności z dzieckiem w chuście to zapięcie psa a i to najlepiej przed lustrem. Nie ma mowy o odkurzaniu, sprzątaniu czy innym gotowaniu. Raz byłam na zakupach i z moim ogarnięciem stwarzałam zagrożenie dla sklepu i okolicy. A do garów to ja się z dzieckiem nawet nie zbliżałam. W końcu nie bez przyczyny zdanie, które najczęściej słyszę od mojego męża (zaraz po „jesteś piękna jak Bojonsę”) brzmi „ale z ciebie pierdoła”. I tak, próbowałam na plecach. Jak już się nastawiłam psychicznie, uspokoiłam drżące ręce i zamontowałam Dziulkę z tyłu, wybuchała histeria. Czasami nawet ona się darła…

3. Blogerki parentingowe

Nigdy nie będę popularną blogerką parentingową. Sory, ale nie da rady. Mogę sobie flaki wypruwać. Czemu? Bo jak tylko napiszę coś przyjemnego w odbiorze, to zanim napiszę kolejne to wszyscy o mnie zapomną. Tak tak. o Was mówię. Widzę, jak zaglądacie.  Pomysłów mam milion na minutę, nosząc Dziulę po domu jak ma Syndrom Ciężkiego Poranka układam w głowie perły i diamenty blogosfery. Co z tego, jak nie mam kiedy zapisać. Serio, mam do wyboru pisać, jeść, albo siku. Już niedojadam dla Was, nie każcie mi posunąć się dalej. A są takie, które mają więcej dzieci niż ja. I więcej postów niż ja. I piękne te posty! I zdjęcia takie, że uo. No to jak taka mama blogerka daje radę to napisać, dziecko wyszykować, na sesję do lasu pojechać, obfotografować, obrobić, wrócić, opublikować?! A potem jeszcze na insta wrzucić zdjęcie 4 daniowej kolacji właśnie upichconej? I siebie obok, taką zadbaną? I tak codziennie?

Proszę mi tu w komentarzach zdradzić sposoby. Bardzo ładnie proszę. Chyba, że Wy też tak macie?

fota:pinterest.com