Pomieszanie pojęć

Jakiś czas temu przeczytałam wypowiedź pewnej tzw. celebrytki, i tu od razu dwie dygresje: 1) nie wymieniam tej pani z nazwiska, bo nie chodzi mi o tę konkretną osobę, ale raczej o sytuację, oraz 2) naprawdę przeraża mnie i bardzo martwi to, z jaką łatwością zaśmiecamy naszą piękną polszczyznę idiotycznymi anglicyzmami, chociaż się niby od gęsi odżegnujemy, ale, wracając do brzegu, że pani ta w domu nie sprząta i nie gotuje, bo woli być, jak to zgrabnie ujęła, sexi mamą.

Najpierw trochę się zmartwiłam, bo przy trójce dzieci to nieustannie coś sprzątam albo gotuję, ale potem tak sobie myślę: bycie mamą, to według mojego rozumienia relacja, w jaką kobieta wchodzi z własnym lub przysposobionym dzieckiem, chyba, że mówimy tu o sugar mamie, ale zakładam, że nie o taką rolę tej pani chodziło. A więc jeśli powyższe założenie jest prawdziwe, to sądzę, że aparycja nie jest pierwszym kryterium, podług którego dziecko ocenia swoją mamę. Nie robiłam ankiety na ten temat, ale przypuszczam, że mogą to być np. takie kategorie: jak często mnie przytula? czy jest dobra i kochana? czy mnie wysłucha? czy szykuje mi moje ulubione naleśniki na podwieczorek? czy idzie ze mną na rower? A wygrana lub przegrana w tych konkurencjach nie ma NIC wspólnego z wyglądem. Za to o aspekcie naszej seksowności myśli pewnie nasz mąż lub, modny ostatnio, partner i to jest właśnie ta osoba, wobec której powinnyśmy chcieć być sexi, prawda? I jeszcze dalej tak sobie myślę: to, czy kobieta jest seksowna nie zależy chyba od tego CO robi, ale raczej JAK to robi. Można w seksowny sposób obierać ziemniaki na frytki i w całkowicie nieseksowany opalać się na plaży. To trochę tak, jak z byciem damą: albo się damą jest, nawet w potarganych dżinsach, albo się nią nie jest, choćby nas otulały najdroższe gronostaje. Księżniczka na Ziarnku Grochu dobitnie tej tezy dowiodła. Więc sprzątam, gotuję i jestem sexi, bo to się nie wyklucza!

/mkh