2014

Wydawało mi się, że ten ostatni rok był taki leniwy. I taki spokojny. Ot, siedzenie z dzieckiem w domu („siedzenie”, haha, „urlop” macierzyński, buhahaha). Ale zrobiłam sobie mały rachunek sumienia i okazuje się, że bardzo dużo się u mnie działo.
Zobaczcie, jeśli macie ochotę. Ostrzegam, chwalę się niemożliwie.

Życiowo

Nadludzkim wysiłkiem udało nam się wykończyć mieszkanie i nie pozabijać się nawzajem z małżonkiem. Nawet nieźle się już zadomowiliśmy. Ja schudłam 15 kilo i 40 cm w obwodach i zapuściłam włosy. Dorosłam, spoważniałam i nabrałam nadludzkiej cierpliwości, doprawdy nie wiem skąd. I pierwszy raz w życiu odważyłam się wypłynąć na głęboką wodę, w sensie jak najbardziej dosłownym (duży, porządny basen, o dziwo, nie było się czego bać).

Ludzie

Nowe miejsce zamieszkania, trzeba było zorganizować sobie nowe środowisko naturalne. Czyli wózkowy gang. A poza nim cała masa bliższych i dalszych sąsiadów, z którymi dobrze nam się żyje. Niezła odmiana po czasach, kiedy nie potrafiłabym rozpoznać sąsiadów z mojej klatki nawet z milion dolarów. Odżyło też wiele starych znajomości. Kilka umarło śmiercią naturalną, kilka się jeszcze tli, a wszystkie musiały przestawić się na nowe zasady. Okazało się, że wirtualne znajomości mogą być równie silne, dobre i wartościowe. Z Taką Sobie Matką i Zuuzonem czuję się tak dobrze, jak z moim gangiem na kawie. Udało mi się też poznać na żywo blogerkę, którą bardzo szanuję i cenię i zawsze będę jej wdzięczna za moje karmienie, Hafija (na żywo zupełnie inna niż sobie wyobrażałam!).

Blogowo

W końcu udało mi się zrobić to, co planowałam tak długo. I spotkało mnie niemałe zaskoczenie. Otóż od maja poza moją mama, siostrą i mężem odwiedziło mnie Was prawie 30 000. Wiem, że dla wielu takie numerki to kwestia godzin, ale helou, to jakieś 29 990 więcej osób niż zakładałam. Oj Wy:) A jeszcze tak mnie rozpieszczacie… Bo umówmy się, niby nie o numerki i liczby chodzi, ale każdy kto pisze chce być czytany. I chwalony. A wszystkie Wasze miłe komentarze, wiadomości, polecenia… Za każdym razem cieszę się jak dziecko. To uczucie, zobaczyć gdzieś nagle swój tekst, z entuzjastycznym opisem…. Rozpływam się!

Współpracowo

Dzięki temu blogowaniu mogłam pokazać próbkę swojego pisania i załapać się na kilka fajnych projektów. Nie kręcą mnie reklamy, ale chętnie angażuję się w coś, co mi się podoba i co niesie jakąś wartość.  Przez jakiś czas dostawałam świetne książki dla dzieci prosto do skrzynki pocztowej tylko po to, żeby o nich napisać o TU. Moja recenzja została nagrodzona przez Mamanię, wydawnictwo, które bardzo cenię. A do tego przesłali mi egzemplarz recenzencki (!!) Księgi Ciąży. Poznałam niesamowitych ludzi z Bioczystość, którzy zarazili mnie absolutnie swoją ideą i obdarowali Was prezentami. Miałam zaszczyt użyczyć trochę przestrzeni wyjątkowej i mądrej Magdzie (cykl Tak sobie myślę).

Wyjazdowo

Zaliczyłam Konferencję Bliskości i spotkanie z Kwartalnikiem Laktacyjnym. Udało nam się przeżyć 4 wesela i jedne wakacje, wszystko z Dziulką. Widziałam nowe miejsca, próbowałam nowych potraw i nowych przyjemności (kręgle, balet… nigdy nie jest za późno!).

Poza tym polubiłam siebie o wiele bardziej, wybaczyłam sobie wiele rzeczy, pozwoliłam sobie na kolejne. Dzięki macierzyństwu zupełnie inaczej spojrzałam na moich Rodziców i moja relacja z nimi weszła na nowy poziom. Przewartościowałam moje życie. Stałam się silniejsza. Tak, jestem na pewno lepszą osobą niż rok temu o tej porze. Także dzięki mojej Córce.

Podsumowania to fajna sprawa. Ale jeszcze przyjemniejsze jest zapisywanie planów, marzeń i postanowień. Nie mogę się doczekać, co się wydarzy w 2015.