Pluszowa ciocia

Ciotka Hulda i ciotka Dziulki, jakiej nie ma nikt. Dziś zacznę od książki, której nawet nie przeczytałam i nie wiem, czy dam radę. Książka dla dzieci może mnie emocjonalnie przerosnąć. Chociaż opis Różowe środy, albo podróż z ciotką Huldą brzmi bardzo fajnie, no i wydały ją Dwie Siostry, co też o czymś świadczy, to ja chyba spasuję. Podobno piękna, podobno pozytywna, podobno mądra. O przyjaźni małej dziewczynki z jej wesołą, ciepłą, grubiutką upośledzoną umysłowo ciotką. I ja się obawiam, że całą książkę będę po prosty ryczeć.

Dziulka ma swoją ciotkę Huldę. Ciocia Monia pasuje do książkowego opisu bardzo dobrze, tylko jest mniej „dorosła”. Nie pali po kryjomu papierosów, raczej objada się batonikami. I nie dałaby rady samy pojechać pociągiem. Ale poza tym wszystko się zgadza.

Całą moją ciążę Monia była bardzo przejęta. To znaczy tą widoczną ciążę, bo wcześniej chyba nie za bardzo mi wierzyła. Nigdy nie zapomnę, kiedy przyjechała odwiedzić nas i kilkudniową Dziulkę w naszej małej kawalerce. Malutka Dziulka spała na naszym wielkim łóżku, a że poza nim niewiele było mebli, Monia ruszyła, by usiąść gdzieś obok maleństwa. Ponieważ Monia jest duża i niezgrabna i bardzo wysoka, wszystko na swej drodze zgniata, przewraca i strąca. Moja mama odruchowo rzuciła się ją zatrzymać, zanim usiądzie na głowie niemowlęcia. Monika zauważyła ten maminy ruch i wycofała się momentalnie. Jeśli ja jej zrobię krzywdę, to tam nie siadam, *powiedziała zupełnie bez urazy. Serce mi się ścisnęło, że dla tej „niemądrej”, trochę samolubnej, jak to kilkulatka w ciele 26 latki dziewczyny to takie proste i naturalne. Niewielu dorosłych tak po prostu powie ok, moje chcenie nieważne, bo dobro dziecka to priorytet. Oczywiście, że nie zrobisz jej krzywdy* powiedziałam wtedy i pomogłam jej się zainstalować obok Dziulkowskiej. I tak Monia potrafiła leżeć i gapić się, głaskać, obserwować, jak się karmimy, z miłością.

W tym roku razem byliśmy nad morzem. Moi rodzice, siostry, ja i Dziulka. Dziewczynki dogadały się idealnie. Razem grzebały w piachu. Obie robiły się marudne w porze obiadowej i trzeba było nakarmić i położyć na drzemkę. Każda miała swoją paczkę herbatników, żeby było sprawiedliwie. Każda się upewniała, że tamta druga na pewno pije SWOJEGO a nie MOJEGO kubusia i w przeciwnym razie wpadała w tak zwany nerw. Co rano Dziulka leciała z okrzykiem Moooniaaaaa do łóżka ciotki, żeby się tam wspólnie pobarłożyć. Fajny chłopak *komplementowała Monia kelnera do Niny, nie bardzo wiedząc, na czym ta fajność polega, naśladując dorosłych. *Noo, zgadzała się dwuletnia znawczyni fajnych chłopaków, tak samo zorientowana jak ciotka. A my pękaliśmy ze śmiechu.

Niepełnosprawność mojej siostry była zarazem najtrudniejszym i najlepszym elementem mojego dzieciństwa i dorastania. Teraz patrzę na tę specyficzną, pełną leniwego porozumienia relację mojej córki i mojej siostry i wzruszam się bardzo. Wierzcie mi, piszę te słowa i łzy mi płyną po policzkach jak na reklamie papieru toaletowego w 3 trymestrze. Ale to bardzo słodkie łzy.

Zdjęcie: książka Różowe Środy, albo podróż z ciotką Huldą, wyd. Dwie Siostry