nie planuję poświęcać się dla dzieci

Nie planuję się poświęcać dla dzieci

Zarzucono mi, że mam problem. Że całe nasze pokolenie ma problem. Bo myślimy o sobie. Za dużo u nas JA. A to niedopuszczalne, kiedy jest się rodzicem. Bo powinno się mieć przed oczami, z tyłu głowy, na czubku języka tylko jedno. Dziecko. Tyle, że łatwo przerzuć dziecko z serca na plecy, jako brzemię i do nogi, jako kulę na krótkim łańcuchu. A ja nie planuję poświęcać się dla moich dzieci.Odkąd mam dzieci, są absolutnie na czele moich priorytetów. A jak już się wysunęły na to czoło, to wiszą mi ciągle w polu widzenia. Czasami je odgarniam troszkę, żeby kawałek świata zobaczyć. Ale to tylko, jeśli jestem pewna, że one są zaopiekowane i żadna krzywda im się nie stanie bez mojej czujnej uwagi.

Dlatego, że są, dorosłam w ekspresowym tempie. Dlatego, że są, trzeba było szybko poukładać sobie wszystko w głowie. Wdrożyć rozwiązania awaryjne, procedury naprawcze, tam, gdzie się nie da odwalić prowizorkę. Załatać taśmą, przyklepać na ślinę, zakleić guma do żucia. I działa.

Dlatego, że są, pozmieniały się życiowe plany o 180 stopni. Zapadły decyzje, które kilka lat temu nawet nie majaczyły na horyzoncie. Dużo małych kroczków do tyłu, sporo planów odłożonych do pudełka i z napisem “kiedyś, może, raczej w ogóle” wyniesione na strych.

Problemem naszego pokolenia nie jest to, że myślimy za dużo o sobie, za mało o dzieciach. Naszym problemem jest to, że myślimy o naszych dzieciach inaczej. Nie o to nam chodzi, żeby dwójkę machnąć jak najszybciej po ślubie. Jakoś się do ludzkiej formy odchowa, potem do żłobka. Jeść jest, czyste ciuchy są, teraz tylko przypilnować, żeby były ręce wymyte i świadectwo z paskiem. My chcemy na siatce centylowej zaznaczać rosnącą bezpieczną więź. Na framudze drzwi kredą odhaczać, jak idzie w górę poczucie własnej wartości, o centymetr co miesiąc. Oprócz jedzenia nożem i widelcem nauczyć, jak stworzyć sobie kawałek własnego, szczęśliwego miejsca w tym szalonym świecie.

Jak już nie masz siły, to spójrz na swoje dziecko. Patrzę na swoje dziecko ciągle i pławię się w miłości i dumie. Ale nie tam muszę szukać zapasów sił. To nie jest obieg zamknięty. Nie da się czerpać od dzieci, żeby dawać dzieciom. Chociaż, może idealne matki potrafią. Ja nie. Ja muszę dzieci odczepić, opatulić ciepło, zostawić w jaskini z kimś innym i ruszyć na polowanie. A że mam teraz mało czasu, to musi być naprawdę gruby zwierz. Jeśli spotkanie, to z najlepszymi. Jeśli bieganie, to do upadłego. Jeśli książka, to noblisty. Wszystko, co najlepsze, dla matki. Skoncentrowane dobro. Wysokoprocentowa odżywka emocjonalna. Żebym miała co rozcieńczać dzień po dniu i dzielić po równo do małych kubeczków, jednego z księżniczkami i jednego niebieskiego.

 

A najpiękniej o tym matkojedyna. Kiedyś sobie wytatuujuę ten tekst, cały, przysięgam.

 



***

Dziękuję, że tu jesteś! Może zostaniesz jeszcze chwilkę?

Jeśli masz ochotę,

Dzięki!
Kasia

Mamo karmiąca, nie martw się na zapas. Po prostu.
1 kwietnia 2015
Czuję, że potrzebuję
7 września 2016
5 rzeczy, które wybaczamy sobie, ale nie dziecku
16 czerwca 2015
Inline
Inline