Wszystkie panie z internetu

Nie wiem, w jakim cyfrowym świecie będą żyć nasze dzieci. Nie wiem, czy dla nas, starych, będzie w nim jeszcze miejsce. Czasami nie rozumiem pokolenia mojego młodszego brata, zawsze online. Dla niego pewnie jestem już mega zgredem. Ale dziś powiem wam coś, wszystkie panie z internetu…
Przez pewien czas internet był dla mnie jedynym dostępnym światem dorosłych. Zamknięta w domu z malutkim dzieckiem, żyłam w sieci. Kiedy mój mąż wracał do domu sprzedawał ploteczki z pracy. Ja sprzedawałam nowinki z blogów i z grup na fejsie. Jeśli zdarzyło mi się wejść w jakąś dyskusję, czekałam na powiadomienia jak na wiadomości od rodzonej matki i na kliknięcie telefonu niemal odrywałam dziecko od piersi. Przeżywałam jak mrówka okres że ta ma takie durne poglądy, tamta nie ma racji, a jeszcze inna tkwi w błędzie i nieświadomości. Czułam się w obowiązku przekonać do moich racji, bronić swego jak lwica. Nieść sztandar, kaganek i światełko nadziei w jednym. Przez to, że ktoś w internecie miał nazwisko, twarz i „mówił” do mnie, stawał mi się bliskim człowiekiem. Ale w końcu, po kolejnej lekturze czegoś, co doprowadziło mnie na skraj wytrzymałości psychicznej nadeszło olśnienie.

Kurna, przecież panie z internetu to są po prostu obce baby.

Jeśli idę ulicą, nic mnie nie obchodzi, co myślą przechodnie. Jak wychowują, jak gotują, jak żyją, co jedzą, co myślą o pogodzie, aborcji i nowym Hobbicie. Czy zgadzają się ze mną, czy nie. Czy są mądrzy czy głupi. Dlaczego w internecie miałoby być inaczej?

Dlatego wypisałam się definitywnie z wszystkich miejsc, gdzie kusiło mnie pisanie. Nie czytam już tekstów, które przyprawiały o facepalm czy nerwowe palpitacje serca. Zanim włączę się do jakiejkolwiek dyskusji, zastanawiam się cztery razy.

Kłóćcie się panie z internetu o te cycki, ciuchy, choinki, dzieci i zwierzęta domowe. Na zdrowie. Beze mnie. Jakże mi teraz lekko na fejsie!

Ale, poza paniami z internetu są jeszcze Panie z internetu. Panie, które niby technicznie tak samo obce jak tamte, a jednak jest jakaś nić porozumienia, jakaś chemia, jakaś więź. Panie, do których zaglądam co dzień. U których lubię napisać, choćby po to, żeby dać znak, że byłam, czytałam, pamiętam. Nie jest to lista blogów, które czytam, bo tych jest o wiele, wiele więcej. To po prostu Panie, o których myślę tak, jak o znajomych. I próbuję sobie przypomnieć, skąd my się znamy stara? A, z internetu…

Zuzoon

Taka Sobie Matka

Rysiowa

Jowita

Hafija

Flow

Alicja