#wimieniu

Miałam normalne, szczęśliwe dzieciństwo. Mieszkałam w domu z ogródkiem, dla rodziców byliśmy najważniejsi, były wakacje na kempingach i wyjścia do kina i zabawy z siostrami i dziadkowie. Niepełnosprawna siostra nie była – dla nas- problemem, bo była po prostu siostrą. Nie przelewała się nam kasa, ale były książki i wycieczki, nie zaznałam nigdy głodu, nie musiałam uciekać przed pijanym ojcem, nie bałam się wieczorami, wszystko było tak, jak powinno.

Świat się kurczy, świat rośnie

Kiedy byłam dzieckiem, funkcjonował w moim małym świecie kierunek “pod krzyż”. Pod krzyż chodziło się na przykład z babcią Jancią. Babcia brała dwie plastikowe butelki wypełnione deszczówką oraz od jednego do trzech sztuk chętnych dzieci. Szła naszą uliczką w górę, w stronę pól, do małej kapliczki. Tam podlewała kwiatki, pieliła to co było do wypielenia, prawdopodobnie trzaskała jakiś dziesiątek, a my wałęsałyśmy się dookoła.

Nasz nowy dom: salon i kuchnia

Nie wiem, co jest większym sprawdzianem dla związku, pojawienie się dzieci czy urządzanie mieszkania. Ale podobno remont jest trzecim najbardziej stresującym wydarzeniem w życiu człowieka, po śmierci bliskich i rozwodzie (ha!). Z dziećmi musimy zmierzyć się sami, rozwodzimy się co tydzień, więc remont postanowiliśmy oddać do ogarnięcia innym. Czynem zajęła się nasza fachowa ekipa, a jej szef na wstępie oznajmił, że się wypalił zawodowo. Na szczęście planowanie zostawiliśmy odpowiedniej osobie, czyli Oldze.

Tu i teraz: luty 2018

Luty to taki miesiąc zawieszenia. Już zdążyły się lekko rozmyć styczniowe postanowienia i człowiek goni resztką noworocznego rozpędu. Już powoli się okazuje, że nic się specjalnie nie zmieniło wraz z nowym numerkiem w kalendarzu. Ale za to za rogiem wiosna, więc jest nadzieja, że będzie lepiej. Luty to taki miesiąc- zapchajdziura. A, no i mam urodziny. Heh…

Książki dla małej dziewczynki: o księżniczkach inaczej

Nie ma chyba takiej małej dziewczynki, która omija etap różu i księżniczek. U nas też się przewija ten temat, na przemian z rozbójniczkami, super bohaterkami, baletnicami i całą resztą. W zdrowych proporcjach. Także w księgarni. Na widok różu, brokatu, koron i diademów błyskają oczy Dziulkowskiej. I fajnie, tylko że zazwyczaj te książki dla dziewczynek są po prostu marne. A ja nie znoszę słabych książek . I przesłanie też często nie takie… Kojarzycie te obrazki, Śnieżka w chustce na głowie i podomce z miotłą zapitala w domu krasnoludków z wielkim uśmiechem, a oni w zamian mają dla niej bukiecik polnego kwiecia…  No nie, nie, nie! Na szczęście są książki z królewnami, które czyta się z przyjemnością. Czyli da się! My na razie czytamy tak:

nie planuję poświęcać się dla dzieci

Nie planuję się poświęcać dla dzieci

Zarzucono mi, że mam problem. Że całe nasze pokolenie ma problem. Bo myślimy o sobie. Za dużo u nas JA. A to niedopuszczalne, kiedy jest się rodzicem. Bo powinno się mieć przed oczami, z tyłu głowy, na czubku języka tylko jedno. Dziecko. Tyle, że łatwo przerzuć dziecko z serca na plecy, jako brzemię i do nogi, jako kulę na krótkim łańcuchu. A ja nie planuję poświęcać się dla moich dzieci.

Jak zmotywować się do biegania

Wiecie co, ja serio lubię biegać. I mam na to ochotę. Problem jest tylko taki, że mam bardzo mały wycinek czasoprzestrzeni, kiedy faktycznie mogę to zrobić. Czyli, między “mąż wraca z pracy” a “usypianie” i po mojej bliskiej, smogowej okolicy. Tutaj przydaje się ekstra motywacja. Tylko jak zmotywować się do biegania, kiedy padasz na twarz?

Inline
Inline