Opłaca się?

Dla jednej osoby?

Moja Babcia była bardzo troskliwą, gościnną osobą. Zawsze miała dla nas coś pysznego. Zawsze kiedy przyszli goście, stawiała na stół to, co miała najlepszego. Dbała o wszystkich. Poza jedną osobą. Pamiętam Ją doskonale, jak je obiad. Wszyscy siedzą przy stole, a Ona przycupnęła na małym taborecie pod oknem i je swoją porcję z metalowej miseczki. Albo prosto z rondelka. Zawsze na końcu. Zawsze w biegu. Zawsze ostatnia, kiedy upewniła się, że wszyscy już zostali dobrze obsłużeni. Zastawa? Talerz? A po co to. Jeszcze jeden do zmywania, niepotrzebnie zupełnie. Dla siebie się nie opłaca.

Ile z Was je w biegu? Dojada po swoim dziecku? Łapie coś na szybko, na stojąco, przy blacie? Zgłaszam się pierwsza. Jasne, że brak czasu. Jasne, że czasami jedyną opcją na posiłek jest dojedzenie buły po Ninie, jedną ręką pchając wózek na spacerze. Wiem, wiem. Nie czas wyjmować porcelanę i obrus rozkładać, kiedy z dziecinnego pokoju dźwięki apokalipsy. Ale kiedy dziecko zaśnie? Kiedy drzemka trwa? Kiedy już macie moment dla siebie? Celebrujecie? Ja nie, łapę coś na szybko i odpalam komputer. Nie opłaca się dla jednej osoby gotować. Robić ceregieli.

No ale chwila, moment. A dla dziecka swego zupek nie gotowałaś? Eko bio zdobycznych składników nie blendowałaś przypadkiem? Nie robiłaś naleśniczka, kiedy akurat miał ochotę? Więc to nie o ilość chodzi, ale o osobę, co?

A gdyby tak na wiosnę zwolnić? Urządzić sobie, sobie samej, dla siebie, jednoosobowe przyjęcie? Instagram party? Posiłek jak z katalogu?

Ja na wiosnę powoli uczę czerpać przyjemność z tego, co mi się nigdy nie opłacało. Kupiłam mój pierwszy własny obrus. Serio. Nie jem już kanapek z deski do krojenia, a przynajmniej się staram. Wypatrzyłam już wazon, żeby zjeść posiłek w towarzystwie tych cholernych tulipanów. Które sobie sama kupię (to się dopiero nie opłaca, co? Takie niepraktyczne!).

W kredensie Babci stała przepiękna, kolorowa zastawa do herbaty. Cudna, zdobiona złotym szlaczkiem. Uwielbiałam na nią patrzeć. Babcia, popijając herbatę z codziennej szklanki mówiła, że wyciągniemy ją, gdy kawaler będzie mnie odwiedzać. Kawaler nigdy mnie nie odwiedził, żeby napić się  z malutkiej, delikatnej filiżanki. Ale teraz ta zastawa stoi u mnie i robię w niej kawę dla mnie i mojego męża. Z pianką. Z posypką. Tak co dzień. Dla kogo bardziej ma mi się opłacać?

Tak życie nabiera smaku na wiosnę. Jeśli macie ochotę poszukać inspiracji i pozachwycać się, zajrzyjcie na przykład do tego wiosennego ebooka. I dajcie znać, czy Wam też się zaczyna opłacać?

zdjęcie: Westwing