Nasz nowy dom: łazienki

Mój mąż mówi, że na tym blogu ostatnio same smuty. I że jak nie wrzucę czegoś wesołego to on natychmiastowo odlubi.  Po tym, jak po tekstach światopoglądowych ostatnich nastąpił exodus czytelników w stronę lektury lżejszej, weselszej, czy też prezentującej inne spojrzenie na prawa człowieka ja nie mogę sobie na to pozwolić. Dlatego teraz każde życzenie spełniam natychmiastowo. W tym tygodniu będę więc prezentować propozycje wiosennych stylizacji dla całej rodziny w stylu boho, przepisy na mazurki oraz napiszę o tym, że jednak na Czarnym Proteście same feministki z nieogolonymi nogami. A tymczasem wszystko co mam najładniejsze i najweselsze.

Chwilowo nastąpił u nas nawrót infekcji, więc wesoło raczej nie jest. Nic wesołego nie czytam ani nie oglądam, bo trzymam dziecko, co by mu katar spływał w dobrą stronę. Dzień i noc. Dlatego będę się posiłkować asem z rękawa, Mianowicie czymś ładnym, co wykonała nasza niezastąpiona pomoc przeprowadzkowa, pogotowie wnętrzarskie, Olga. A na koniec uraczę Was wesołą historyjką z placu boju. Budowy, znaczy budowy oczywiście.

Pokazałam Wam już nasz salon z kuchnią, teraz pora na łazienki. Łazienki mamy dwie. Dzielą się na małą i bardzo małą. Na planach od dewelopera jedna z nich jest pokojem kąpielowy, a druga zawiera prysznic. Oglądając pomieszczenia w ten pokój kąpielowy jeszcze mogłam uwierzyć, w końcu wanna się zmieści. Pokój kąpielowy, a nie pokój do robienia kroków, obracania się i przebywania w dwie osoby jednocześnie, prawda? Za to łazienkę na dole przeoczyłam bo myślałam, że to miejsce na szafę do zabudowy. Jednak Pan deweloper rozwiał moje wątpliwości, zapewniając radośnie, że prysznic się zmieści, zwłaszcza, że pralka będzie przecież w piwnicy, on sam tak ma i żona z tej piwnicy po prostu nie wychodzi, tak ubóstwia to rozwiązanie. Jak rano pranie nastawi tak się wieczorem wyłania z naręczem poprasowanych koszul. Więc jak w okolicy maja zamilknę w internecie to wiedzcie, że się przeprowadziliśmy. I piorę.

Na szczęście Olga wzięła sprawy w swoje ręce i oto mamy plan na łazienki.

Dół:

Góra:

Tak mniej więcej ma to wyglądać. Olga jako osoba młoda, światowa i bezdzietna wykazuje pewne braki w dziedzinie nocników, nakładek na kibel z heloł kiti, stopieńków oraz tony zabawek do kąpieli. I odważnie sobie poczyna z tą książką i szampanem. Chociaż, zdarza mi się zamknąć w łazience, żeby dokończyć rozdział, bo tylko tam mam 5 minut spokoju. O kielichu nie pomyślałam, rozważę…

Wesoła historyjka

Na koniec wesoła anegdotka, żebyście nie mieli poczucia, że zmarnowaliście kilka cennych minut swojego życia na oglądanie cudzej łazienki. Chociaż ja to uwielbiam, gdybym mogła mieć jakąś supermoc to chciałabym być niewidzialna i łazić obcym ludziom po mieszkaniach!

No więc nasz słynny i niezastąpiony Pan Marcin postanowił kiedyś, że po robocie u nas wybierze się wraz ze swym asystentem odpocząć w pobliskim parku wodnym. W dżakuzach. Jak postanowił, tak zrobił. Panowie, zaopatrzeni zmyślnie w kąpielówki, udali się w roboczym swym stroju do przybytku relaksu. I tam czekała ich niemiła niespodzianka, bo nie pomyśleli o reszcie wyposażenia, czyli klapkach. Ale nic to dla nich, pan Marcin nie raz udowodnił, że nie ma dla niego niemożliwego. Wygrzebali więc panowie dziecięce jakieś klapki w pudle rzeczy znalezionych a pani w bramce sprzedali jakąś bajerę, że ich męskie klapki im niedawno ukradziono w tajemniczych okolicznościach. Z pyłem z naszej glazury i terakoty na włosach (bo zapomnieli też czepków) zasiedli w dżakuzi, żeby odpocząć po dobrze wykonanej pracy. A potem dwie godziny zjeżdżali rurą, aż nogi do dup wlazły. Tak trzeba żyć!

 

 



***

Dziękuję, że tu jesteś! Może zostaniesz jeszcze chwilkę?

Jeśli masz ochotę,

Dzięki!
Kasia

Do miasta!
24 stycznia 2018
Salon w skandynawskim stylu
13 lutego 2018
Nasz nowy dom: salon i kuchnia
6 marca 2018
Inline
Inline