Notatki z kryzysu

Dzień – sprawdzian matczynej cierpliwości.

Zmiana pogody, wczoraj hiszpańskie lato, dziś szara polska jesień w najgorszym wydaniu. Ja na takie zmiany reaguję czysto organicznym, fizycznym dołkiem. Co gorsza, Dziulka chyba to po mnie odziedziczyła. Od rana snujemy się po domu i się obijamy. O ściany, o problemy, o siebie nawzajem, o życie po prostu. Wszystko, co tylko się mogło zepsuć/ przestać działać/ wylać/ wysypać postanowiło uczynić to właśnie, cholera, dziś. Co mi się uda jedno pozbierać i załatać, to już następne leci. Tu zupa kipi, bo lecę ze ścierą do łazienki, tam już muszę ratować dziecko, które jęczy „maaamooooo” i dziś akurat totalnie nie da rady samo zbudować wieży z klocków. Ani zdążyć na nocnik, swoją drogą. I znowu lecę ze ścierą. W taki dzień robi mi się szary filtr na rzeczywistości i pokazuje tylko to, co złe. I nagle nieważne, że dach nad głową, miłość i dziecko zdrowe, blednie to, bo wszędzie kurz i lepi się podłoga. I właśnie mi się jakieś buble z szafy wysypały na głowę, auć, no wiadomo, wszystko na mojej głowie (dosłownie), jak ja nie posprzątam to nikt palcem nie kiwnie. A kiedy niby mam to zrobić, jak ciągle ta zupa i nocnik, co? I awaria w mieszkaniu, co tam awaria, kataklizm. Nowa łazienka w pi*, trzeba wszystko skuć i doskrobać się do wylewki. I wszystko brudne, szare, smutne i złe. Czekam na drzemkę jak na wybawienie normalnie. Ale nie, nie ma tak łatwo. Bo dziś moje dziecko jednocześnie wychodzi z siebie ze zmęczenia i za nic nie daje się uśpić. Tak, żeby nie było za prosto. Więc po 2 godzinach przepychanek lądujemy w kuchni, ja ogarniam, ona wspina się fotelik do karmienia. Myśl mi jedna przychodzi do wymęczonej głowy:

A tylko mi spadnij i się porycz, to tak po tyłku dostaniesz, że wreszcie będziesz mieć powód do płaczu.

I ten obraz, tego lania jest tak absurdalny, że aż się rozluźniam. Jeszcze sobie przeklnę w myślach, najgorzej, wiązanka leci na to wszystko. A potem ogarniam nas na wyjściowo i idziemy na spacer, przewietrzyć zmęczone głowy. A ja nie mogę przestać myśleć o tym, że tak łatwo by mi przyszło:

*zwalić winę na nią. *Źle mi dziś. A dlaczego? Bo ona mi nic nie da zrobić, bo mękoli, jęczy, snuje się i nic jej nie odpowiada dziś. Przez nią i na nią się denerwuję. A ona nie zakwestionuje tego, bo ona jest mała, a ja dorosła. Dorosły ma rację, tak?

odmówić jej prawa do złych emocji.  Bo pogoda jej daje w kość tak jak i mnie, też jest znudzona, zmęczona, głowa jej pęka i wszystko ble. Ale można by powiedzieć, że jest niegrzeczna. Że ciągle się drze i kwęka. I że nic nie mogę zrobić, bo nic, tylko wymusza.

*rozładować złość. *Jakby tak krzyknąć, porządnie opieprzyć, a może nawet klapsa dać, nie byłoby mi lepiej? Chociaż na chwilę? Pewnie tak.

*zracjonalizować to. *I nawet pewnie bym się mogła pięknie przed sobą usprawiedliwić, żeby nadal dobrze się ze sobą czuć. No bo to dla jej dobra. Sto tysięcy razy prosiłam, nie wspinaj się. Prosiłam? Jak do ściany. Argument siłowy dotrze na pewno, raz na zawsze zapamięta, krzywdy sobie nie zrobi.

Ale znowu mi się udało. Myślę, że dzięki książkom, blogom, dyskusjom mądrych matek, które czytam, żeby być coraz lepszą. Pracy nad sobą. Dla mnie to właśnie jest Rodzicielstwo Bliskości. Być w kontakcie ze sobą. Najpierw zadbać o siebie. A dziecko traktować jak człowieka, z szacunkiem.  Kiedy się sobie przyjrzę z boku i zaspokoję swoje wrzeszczące potrzeby (wyjść z domu! spotkać kogoś! porozmawiać! zmienić otoczenie!), naglę mogę się zająć córką tak, jak należy.

A chwilę potem w internetach wyskoczył na mnie taki obrazek, więc piszę do Was, a że komputer zajęty, to w zeszycie, na gorąco, żeby wszystkie te myśli złapać i Wam pokazać, kolejny post o niczym.

rb

PS: Nie chwalę się, jaka ze mnie super matka.  Nie myślcie tak. Wiele pracy za mną i jeszcze przede mną.

PS2: Tyle siebie znamy, ile nas sprawdzono, ale plan jest taki, że nigdy nie uderzę mojej córki, ani nie powiem jej tak, jak sobie w apogeum złości pomyślałam. Nigdy. Wstyd za te myśli nawet.

PS3: Mój mąż przeczytał i ma tylko jeden komentarz: *wylewkę też trzeba skuć w łazience, woda jest pod spodem. *Wzruszyłam się.