Niezbędna wyprawka, której wcale nie musisz kupować

I nie, nie mówię tutaj o tak wyszukanych gadżetach, jak podgrzewacz do pieluch, czy wiatraczek do osuszania mokrej pupy (!! serio jest coś takiego). Chciałam Wam tutaj pokazać kilka sprzętów, które wszem i wobec uznane są za niezbędne i absolutnie podstawowe, bez których nie wyobrażałam sobie posiadania dziecka, a przynajmniej zdrowego i szczęśliwego egzemplarza, nie w XXI wieku. Chociaż nie zrozumcie mnie źle, jeśli ktoś lubi, ma za dużo pieniędzy i taką fantazję niech kupuje ten kosz na pieluchy z zapachowym wkładem w cenie lodówki, kto bogatemu zabroni? Ale wierzcie mi, dziś trzy razy zastanowiłabym się nad ich kupnem:

  1. ŁÓŻECZKO

Pierwsze, co przychodzi do głowy, kiedy mówimy o dziecięcej wyprawce, prawda? A jednak, można obejść się bez. To akurat wiem z autopsji, bo Dziulka spędziła w swoim biały, niemowlęcym łóżeczku z pięknym ochraniaczem i obowiązkową karuzelką kilka drzemek. Szybko wylądowała a naszym łóżku, aktualnie czeka na swoje, prawdziwe, duże łóżko i nadal pomieszkuje u nas. A łóżeczko? Robiło za podstawkę pod przewijak i składowisko kocyków, zabawek i ciuszków. Czy teraz kupiłabym je znowu? Nie, drzemki załatwialibyśmy na naszym łóżku albo w chuście.

  1. WÓZEK

U nas wózek koegzystował z chustą, by ostatecznie dwa miesiące temu popaść w totalną niełaskę. Wiele mam korzysta tylko z chust czy wszelakich nosideł i wielce sobie chwali. Tak że tak, da się, można, wózek wcale nie jest przedłużeniem niemowlaka.

  1. WANIENKA

U nas akurat była, ale dziecko można kąpać też w specjalnym wiaderku albo wskoczyć z maluchem pod prysznic.

  1. BUTELKA I NIEKAPEK

Jeśli mama karmi butelką, to obawiam się, że kilka egzemplarzy się tutaj przyda. Ale mama karmiąca piersią może obejść się bez nich. Ja zaopatrzyłam się na wypadek wyjazdów, no i do dopajania po 6 miesiącu. Woda, soczki, herbatki, wieczorna kaszka. Jak niby bez butelki? I tutaj Dziulka zadecydowała sama. Szybko załapała słomkę i wybrała bidon zamiast butelki, a zwykły kubeczek zamiast niekapka. Po prostu nie ogarnęła ani butelki ani niekapka. A wieczorna kaszka z flaszki zamieniła się na poranną jaglankę z miski, albo obiadową, widelcem. Nie musiałam też podawać odciągniętego mleka, ale to też można załatwić bez butelki.

Czyli co, nie kupować? Chusta lepsza od wózka? A może jednak powinno się kąpać w wanience? No cóż, na takie pytania odpowiedź jest jedna i zawsze ta sama. Kup to, co przyda się Tobie, tacie i dziecku. Wasza 3 decyduje, co jest dla Was najlepsze, najwygodniejsze, najpraktyczniejsze i najprzyjemniejsze w użyciu. Warto tylko pamiętać, że nie ma jednej i właściwej drogi, a mnóstwo bocznych ścieżek, które kluczą, krążą i przecinają się w drodze do jednego celu. Więc kombinujcie i sprawdzajcie. Zawsze można przenieść się do wspólnego łóżka, albo dokupić wózek, no nie?

A jak tam wasze hity i wyprawkowe niewypały?