Najlepszy poradnik dla rodziców

Jestem takim typem, który musi mieć wszystko perfekcyjnie. Perfekcyjnie zaplanowane, rozpisane i wykonane. Perfekcyjnie wytłumaczone i opisane. Przygotowanie, zarys wstępu do podstaw rodzicielstwa na 1000 stron jako lektura do poduszki. Ciągle czytam, dużo czytam. O wszystkim. Naturalne dla mnie było więc czytanie o rodzicielstwie. Metodą prób i błędów trafiłam w końcu na to, co mi najbardziej pasuje, czyli Rodzicielstwo Bliskości. Biblioteczka puchnie, głowa puchnie, mądrość się leje strumieniem. I 10 miesięcy niemalże mi zajęło w tej mojej nauce odkrycie idealnego, najlepszego poradnika dla rodziców.

Będąc młodą matką niemowlęcia, z innymi mamami stykałam się sporadycznie. Raczej na spacerach, gdzie rzucałam okiem do wózka i głaskałam moje dziecko zachustowane, blisko przytulone. Albo w internecie, gdzie toczą się dyskusje, boje i polemiki. Tam książkowa teoria sprawdzała się znakomicie i zawsze brzmiała sensownie. Dziulka rosła, nasze metody i poglądy zdawały egzamin, wszytko szło wspaniale. Byłam zachwycona moim Rodzicielstwem Bliskości. Pewna, że odkryłam sekret szczęśliwej rodziny. Gotowa oświecić każdą matkę i przyszłą matkę w okolicy. Zawsze chętna do dyskusji, do sprostowania pomyłek, bzdur i luk w wiedzy.

A potem zaczęłam poznawać inne mamy, odwiedzać dzieciate koleżanki, rozmawiać z makami na spacerach. Obserwować inne dzieci. Siłą rzeczy pojawiły się porównania. A w mamowych rozmowach pojawiły się Poglądy. Metody. Poradniki. Sposoby. Jak myślicie, które dziecko najlepiej wypadło? I która mama miała największą Rację ze wszystkich racji i zasłużyła na medal z ziemniaka i tytuł Matki Roku?

Chciałabym powiedzieć że moja skromna, ale za to jakże oczytana i na każdą okazję przygotowana osoba. Ale jest jeszcze lepiej.

Mamy, które znam i obserwuję w wielu codziennych sytuacjach nie czytują tych samych książek co ja. Czytują zupełnie przeciwne pozycje, albo nie czytają nic w ogóle. Znają inne metody usypiania czy karmienia. Mają różne poglądy na wychowanie. Noszą czy wożą swoje dzieci inaczej, kupują im inne zabawki i inne ubranka. Ale to są tylko szczegóły, dodatki. Bo okazuje się, że wszystkie te mamy, wszystkie my reagujemy tak samo.

Kiedy nasze dziecko płacze w nocy nie wykonujemy co prawda tych samych czynności (noszenie na rękach, podanie smoczka czy wzięcie do rodzicielskiego łóżka), ale robimy tą samą rzecz: wsłuchujemy się w potrzeby naszego dziecka i robimy to, co będzie najlepsze dla niego, dla nas, mam i dla całej naszej rodziny. Żadna z nas nie kartkuje wtedy poradnika, nie przegląda w myślach katalogu Metod Usypiania. Po prostu robi to, co jej intuicja i serce podpowiada. Moja córka śpi z nami, ale jeśli okaże się kiedyś, że lepiej jej spać samej, to tak będzie. Mimo, że wierzę, że z nami jest jej najlepiej.  Córka koleżanki śpi w swoim pokoju, bo tak im wszystkim najlepiej pasuje. Ale jeśli kiedyś córeczka będzie potrzebowała rodziców w nocy to nie wierzę, że koleżanka nie wpuści jej do sypialni bo Metoda mówi, że Trzeba Być Konsekwentnym. Najpierw potrzeby dziecka, intuicja, serce, a potem metody. Tak robią wszystkie mamy, które znam, bez względu na poglądy, wiedzę i biblioteczkę.

I tak to właśnie powinno wyglądać. Pewnie większość rodziców do takich wniosków dochodzi szybciej. Mi to zajęło 10 miesięcy, wiele rozmów i jedną, najważniejszą, dziś. To dla mnie jeden duży ciężar mniej, w mojej pogoni za perfekcją. W końcu to, że do działania potrzebuję dużo teorii wcześniej i wolę się poddać niż działać dalej, jeśli efekt nie będzie idealny to chyba wada, co? Zwłaszcza, że tutaj nie można się wycofać. I to doprowadziło mnie kiedyś do głupiej sytuacji, kiedy byłam naprawdę zawiedziona, że Dziulka nie chce spać w porze drzemki i nie pozwala mi dokończyć książki o tym, jak budować więź z dzieckiem. Trochę mi zajęło zanim wpadłam na to, żeby nieśpiącą Ninę zabrać na spacer, pooglądać niebo i drzewa i tę więź budować, zamiast o tym czytać.

Nie trzeba być idealną matką. Nie wszystko trzeba robić najlepiej. Warto się rozwijać, warto czytać, szukać informacji, starać się być jak perfekcyjnym. Ale coś mi się wydaje, że wystarczy że mama chce dla swojego dziecka jak najlepiej i to wystarczy, już sobie poradzą. A metody to tylko dodatki.