Nie mów mi tak, nie pomagasz!

Siedzę właśnie w naszym pokoju w domu moich rodziców, późnym popołudniem, za oknem resztki śniegu. W domu spokój. W moim sercu spokój. Moja córka poprosiła mnie o zniesienie ze strychu jednego z pudeł z zabawkami z naszego starego mieszkania. Teraz wyciąga, jednego po drugim, ulubione miśki. Synek śpi. A ja wreszcie, pierwszy raz od dawna mam chwilę dla siebie. Dopiero kiedy usiadłam na tyłku, z komputerem na kolanach poczułam, jaka jestem zmęczona.

Od dwóch tygodniu w domu szpital. Chorują na zakładkę. Jedno się wykuruje, drugie zaczyna gorączkować. Nocami nie śpię, bo noszę płaczącego roczniaka, któremu nie pozwala spać katar i zapalenie uszu. W dzień, kiedy on odsypia, ja zajmuję się czterolatką z infekcją. Zdarzyło mi się położyć do łóżka w dresie, zostać w nim już na całą noc, bo nie udało mi się odczepić malucha na tyle, żeby się przebrać, o myciu nie wspominając, a potem od rana łazić w nim dalej. Do 15. Samopoczucie- minus milion.

Też tak macie, że czasami najbardziej wam potrzeba kogoś, kto po prostu wysłucha? Komu można wszystko wyrzucić? Że ciężko, że nudno, że smutno, że strach, że nikt nie ostrzegał, że tak właśnie będzie? Kto po prostu pokiwa głową, poklepie, po plecach, powie masakra, o kurwa, też tak mam czasem, trzymaj się stara? Kto nie da dobrych rad?

Mam nadzieję, że macie takiego kogoś blisko. Bo wiem, jak potrafi dobić zły komentarz i nietrafiona rada, nawet ta podana w najlepszej intencji. Co zdażyło mi się usłyszeć w naprawdę czarnych momentach?

“Przecież chciałaś mieć dziecko” 

“Przecież chciałaś mieć drugie”

“Dla matki największą radością powinien być czas spędzony z dziećmi” – kiedy chciałabym gdzieś wyjść i zrobić coś dla siebie

“Ja miałam trójkę/ czwórkę/ dziesiątkę i jakoś dawałam radę”

“Zapytaj tej twojej koleżanki, która jest z dwójką dzieci SAMA, jak ona sobie radzi” (w przeciwieństwie do ciebie…)

“JA to dopiero miałam ciężko, bo dzieci chore/ nie było pampersów/ pracowałam na 4 etaty itp”

“Ja nigdy nie odezwałbym się do dziecka TAKIM tonem”

“Musisz się po prostu bardziej postarać, wystarczy się zorganizować, zaplanować”

Najgorsze jest to, że te wszystkie zdania to w pewnym sensie prawda. I wszystkie dołączają do głosiku w mojej głowie, który powtarza, jak złą jestem matką i jak beznadziejnie mi to wszystko wychodzi. Wpędzają w poczucie winy, w złość, w czarną rozpacz. Utwierdzają w przekonaniu, że ja po prostu za mało się staram. Nie jestem dość dobra. Zamiast pomóc, popychają w dół.

Usłyszałyście kiedyś coś takiego? Na pewno. Jeśli nawet nie złośliwie, to w ramach źle rozumianego podnoszenia na duchu. Będę wdzięczna, jeśli przypomnicie mi, co powinnam jeszcze dopisać do listy.

Ściskam mocno! I klepię po plecach! i uważnie słucham!

Tak, wiem , MASAKRA, ja też tak mam, to minie, jesteś super!

 

 

 



***

Dziękuję, że tu jesteś! Może zostaniesz jeszcze chwilkę?

Jeśli masz ochotę,

Dzięki!
Kasia

Powiedziane
10 lutego 2015
Podróże inspirują
16 października 2014
Czy warto usypiać dziecko?
22 września 2014
Inline
Inline