Mój brzuch, moja sprawa

Dziś miało być pozytywnie, po niedzielnych krakowskich Targach Książki. Ale radio zaatakowało mnie znowu porcją wiadomości, które burzą krew i zaciskają pięści. Więc będzie wypisywanie złości i bezsilności, bo dłużej już nie wytrzymam.W krakowskim szpitalu leży noworodek zatruty amfetaminą. Mamusia w 7 miesiącu ciąży przedawkowała narkotyki, dziecko po cesarskim cięciu walczy o życie. Kilka dni wcześniej inna mamusia przesadziła z alkoholem. Między 5 a 6 miesiącem ciąży. Dziecko zmarło.

Narkotyki, alkohol. Wszelkie używki. Seks. No cóż, jesteśmy dorośli. Uważam, że każdy dorosły człowiek ma prawo robić ze swoim ciałem, co mu się podoba. Faszerować się, czym tylko ma ochotę. I używać ciała swego do wszystkiego, co mu daje radość. Nic nikomu do tego. Każdy ma swój rozum.

Ale tylko SWOJE ciało.Kobieta w ciąży traci ten przywilej. Niestety albo stety, tak jest. Jeśli jesteś w ciąży, to już nie jest TWOJE ciało, TWÓJ brzuch, dziecko, które MASZ i z którym możesz zrobić co ci się podoba. W ciąży dzielisz ciało z innym człowiekiem i przez dziewięć miesięcy jego interesy i potrzeby są ważniejsze.

Czy wolno komuś porwać człowieka, związać go w piwnicy i nafaszerować amfetaminą? A poić alkoholem wbrew jego woli tak długo, aż umrze? No właśnie. A ile ciężarnych robi to dzieciom? Ile z nich zmusza do palenia, picia, trucia się innego człowieka?

Mówimy o wolności. O wolności wyboru. O tym, że każda kobieta ma prawo decydować o sobie. I tutaj się zgadzam. Ale nie ma wolności bez odpowiedzialności. Proszę bardzo, rób co chcesz ze swoim ciałem. Sama zdecyduj, kiedy chcesz być matką. Ale zanim pojawi się dziecko. To jest właśnie odpowiedzialność. Rób co chcesz, ale tak, żeby robić to SAMA! Swojego ewentualnego potomka w to nie wciągaj. A jeśli nie umiesz zrobić użytku z całej gamy zabezpieczeń to cóż, widocznie za wcześnie na tą wolność dla ciebie.

A na koniec ostatnia rzecz, którą muszę z siebie wyrzucić. Nieśmiertelne, gdzie byli rodzice. Gdzie byli sąsiedzi, koleżanki, ojciec dziecka i ksiądz proboszcz. Nie wierzę, że te ciężarne modelowo dbały o siebie, a potem nagle, na osobności i w zamknięciu nafaszerowały się spontanicznie amfą i wódą. Ktoś musiał zauważyć, że coś jest nie tak. Tylko że w tym cholernym kraju dba się o dzieci hipotetyczne. Sumienie nie pozwala na in vitro, na tabletki 72 godziny po, na przepisywanie i sprzedaż środków antykoncepcyjnych. Ale sumienie siedzi cichutko, kiedy ciężarna pali, pije i się szlaja po melinach. Jej brzuch, jej sprawa.

Czytam to, co napisałam i sama w to nie wierzę. W moim świecie, gdzie przyszłe mamy czytają książki o tym, jak najlepiej dbać o siebie w ciąży. Czy jeść ryby z omega 3 czy lepiej nie, bo rtęć. Czy chodzić na jogę i czy słuchać Mozarta czy pieprzonego śpiewu delfinów. Tutaj naprawdę dzieją się takie rzeczy.