Matko Z Kupą, witamy na pokładzie

Pewna pani z gazety raczyła opisać mrożącą krew w żyłach sytuację, której była świadkiem, a która odcisnęła niezatarte piętno na jej bezdzietnej osobie.

Mianowicie była świadkiem publicznego przewinięcia pieluchy z, uwaga, kupą. Posypała się lawina, hejtu na okropne matki i odpowiedzi na głupie zarzuty. Ale ja nie będę zajmować stanowiska w tej arcyważnej dyskusji, zamiast tego pragę serdecznie pogratulować opisanej tamże Matce Z Kupą, gdyż właśnie dołączyła do Panteonu Mitycznych Matek, których nikt nie widział, ale każdy o nich słyszał i nie zawaha się ich użyć jak sztandaru w przeróżnych internetowych przepychankach. A oto i One:

Matka Z Kupą, nowa, ale jakże już szeroko znana. Matka ta w restauracji, nie zważając na współtowarzyszy posiłku, bezceremonialnie kładzie dziecko na stole i przewija, wymachując pieluchą z dwójką w tę i ową stronę. Potem, nie umywszy nawet rąk, jak gdyby nigdy nic wraca do konsumpcji. Za nic ma przewijaki, śmieje się w twarz toaletom i z wyższością omija pokoje dla matki z dzieckiem. No i co ona robi z tym dzieckiem w restauracji w ogóle?!

Pewnie umówiła się ze tam ze starą znajomą, Matką Rozwydrzonych Bachorów. To właśnie ta pani, która zamiast siedzieć w domu (kuchni?), gdzie jej jedyne i słuszne miejsce, przyłazi do lokalu i spuszcza ze smyczy swe rozwydrzone potomstwo. A potem raczy się kawką, podczas gdy latorośle demolują restaurację, wrzeszczą, biegają, plują, wpadają na kelnerów a na koniec rozkręcają bitwę na jedzenie niczym z amerykańskiej komedii familijnej.

MRB działa w porze obiadowej, natomiast wieczorem natkniecie się na Matkę Z Cycem. Ta persona czatuje w eleganckich restauracjach na odpoczywających po ciężkim dniu singli albo zakochane pary wpatrzone sobie nawzajem w rozmaślone oczęta. Czeka z wygłodzonym niemowlęciem, a nuż ktoś się będzie oświadczał, albo chociaż podpisywał arcyważną umowę na służbowej kolacji. A wtedy ona rozedrze koszulę na piersi i z satysfakcją pokaże wszystkim pierś, calutką i golutką, aby zyskać całkowitą uwagę wszystkich zgromadzonych. I po romantycznym nastroju.

Z kolei w okolicach placu zabaw urzęduje Matka Patologiczna, która sterczy tam tylko po to, by być szarpaną za bluzkę przez uzależnionego od niej czterolatka, którego nadal karmi piersią, zamiast obiadu, deseru, przekąski i wody. To dopiero straszny widok, prawda? Acha, zapomniałam, że widzieli to tylko przeróżni znajomi siostry męża stryjecznej babki koledzy z pracy. Ale opowiadali ze wszystkimi odstręczającymi szczegółami.

Na koniec nie zapominajmy o legendarnej Matce Bezstresowej, która pozwala swojemu dziecku kopać bogu ducha winnych współpasażerów w komunikacji miejskiej, tarzać się swoim dzieciom w alejkach supermarketów, a następnie sama dostaje kubek napoju gazowanego wylany na umęczoną głowę, tudzież solidne limo pod okiem na pamiątkę bezstresowego wychowania.

Słyszeliście o Nich, prawda? A może o kimś zapomniałam?