Matka polka gotycka

Czyli trudne rozstania i pierwsze wyjazdy, albo pierwsze rozstania i trudne wyjazdy, jak kto woli.O spacerach i pieluchach czytacie tu ciągle, o rock’n’rollu jeszcze jakoś nie było okazji. Więc przyznam wam się, jak spędzam wakacje od 11 lat, z małą przerwą. Co roku trwa gorączkowe odliczanie do lipca, kiedy to będzie można zostawić codzienność i zanurzyć się w innym świecie. Wyciągam z szafy koturny, kiecki, czaszki, koronki i jadę do Bolkowa na Castle Party. A potem żyję tym wydarzeniem długie miesiące. Tam zaczął się mój romans z mężem, tam wracam jak do żadnego innego miejsca na świecie.

zgadnijcie, kto tak wyglądał w 2007?zgadnijcie, kto tak wyglądał w 2007?

W ciągu 11 lat mojej castlowej przygody miałam tylko 2 lata bez festiwalu. Pierwszy raz z powodu ciąży. Byłam akurat na finiszu, leżałam w szpitalu i leczyłam infekcję, gruba jak wieloryb w lipcowym upale. Dokładnie tydzień później urodziłam (prawie na grillu), więc naprawdę nie było szans na nocne szaleństwa w klubach i biwakowanie.

Ależ planowałam to sobie odbić za rok. Nie za wiele miałam do czynienia z rocznymi dziećmi, ale wyobrażałam sobie, że takie to już można zostawić na tydzień, z pełną lodówką i babcią w pobliżu. No bo co za problem? Jasne, ja wiem, że są różne egzemplarze i różne sytuacje. Ale rok później wylądowałam z cycoholikiem w ostrej fazie lęków separacyjnych. Marzyłam o wyciecze do łazienki na 15 minut, a nie o wyjeździe na wakacje.

Nauczona doświadczeniem, w tym roku do tematu podchodziłam sceptycznie. Jasne, oficjalnie szykowaliśmy się na 134 procent. Wieczorami, przy winie nawzajem się przekonywaliśmy, jak to pojedziemy, tak będzie fajnie, zaszalejemy, ohoho. I zerkaliśmy niepewnie do sypialni, gdzie nasze duże dziecko spało w naszym łóżku, uśpione przez jedyną do tego odpowiednią osobę, czyli matkę i jej biust. Do lipca planowaliśmy tego oduczyć, tamtego zabronić, jeszcze inne wdrożyć i przećwiczyć, by móc naszą córkę na rozstanie przygotować. Wyszło jak zawsze.

Planując nasze wyjazdowe i pełne atrakcji życie z dzieckiem jeszcze w ciąży nie braliśmy pod uwagę jeszcze jednego czynnika. Otóż, pępowina ma dwa końce proszę państwa. I nawet jeśliby Dziulka w wieku roku żądała samotnych wakacji to ja nie byłam gotowa na takie rozstanie. W tym roku było trochę lepiej, ale i tak miałam chwile zwątpienia.

Ale pojechaliśmy.

Bo kiedyś musiał nadejść ten moment. Kiedyś musimy się rozstać, ona musi kiedyś zatęsknić i się posmucić i znaleźć pocieszenie u kogoś innego. A ja muszę się pobawić, pobyć w dorosłym towarzystwie, odpocząć.

I wróciliśmy.

I nic złego się nie stało.

Jestem z siebie, nadopiekuńczej matko-ośmiornicy, niebywale dumna.

A wy jakie macie dorosłe bziki, odskocznie od rodzicowania? I kiedy było wasze pierwsze wielkie wyjście? Opowiedzcie mi tu koniecznie!