Matka nie idealna

Podobno lepsze wrogiem dobrego. Podobno idealny rodzić wcale nie jest dobry dla dziecka.

A nawet może zaszkodzić dziecku w rozwoju. Ładnie to brzmi dla zabieganej, zestresowanej mamy na pełny etat, która choć bardzo by chciała, nie zawsze działa zgodnie z planem A.

Nigdy się nad tym głębiej nie zastanawiałam. Ot, powtarzałam sobie, że nie ma ideału, kiedy nie udało mi się ugotować na czas ultra zdrowego obiadu, albo kiedy zamiast długiego spaceru było popołudnie z zabawkami i moim zmęczeniem i bólem głowy. Ale ostatnio spłynęło na mnie olśnienie. To ma sens! Może dla Was to będzie banał, może już dawno to wiecie, ale dla mnie to prawdziwe odkrycie.

Dzieci uczą się naśladując. To jasne. Możemy tłumaczyć, opowiadać, pokazywać w książeczkach i puszczać edukacyjne filmy, ale nasze dziecko będzie nas naśladować. Dziulka nosi lalki i misie, tuli je do snu, śpiewa im „ju ju ju”. Bo sama jest noszona, tulona, a babcia śpiewa „lulu lulu”. Dziulka bierze smycz i próbuje wyprowadzić psa. Głaszcze tatę po głowie. Karmi mnie łyżeczką. Kredkami rysuje na kartce, a piaskiem bawi się w jednym, wyznaczonym miejscu. Nie dzięki naszym naukom, tłumaczeniom, karom czy nagrodom. Dla niej tak właśnie działa świat. Rysuje się na kartce i daje się całusy. Mama tak robi, tata tak robi.

I pewnie przez obserwację Dziulka nauczy się, co robi człowiek, kiedy  poniesie porażkę. Kiedy coś się zepsuje, rozleje się, nie uda. Kiedy ktoś się potknie i upadnie. Kiedy ktoś da się ponieść emocjom. Kiedy złapie za mocno, powie nie to, co tak naprawdę chciałby powiedzieć. Popełni błąd, skrzywdzi.

Możemy tłumaczyć, tłuc do głowy. Przeproś. Podnieś się. Spróbuj jeszcze raz. Nie krzywdź. Nie kłam. Ale co z tego?

Może dlatego dziecko potrzebuje nieidealnego rodzica? Inaczej, nie idealnego człowieka za rodzica? Ale człowieka, który poniesie porażkę i ulegnie słabościom, żeby potem się podnieść i wrócić na dobrą drogę. Żeby pokazać, że tak to działa córeczko. Tak działa świat. Tak się układa misia do snu. Tak się dzieli jedzeniem z kimś, kogo kochasz. A tak się przeprasza. A tak się naprawia błąd. A tak się wybacza. A tak się żyje.

Oczywiście to nie powód, żeby sobie odpuścić. Niech się dziecko uczy życia, na dobre mu wyjdzie! Nie, nadal uważam, że trzeba się rozwijać i nad sobą pracować. Żeby być lepszym rodzicem i po prostu dobrym człowiekiem. Ale teraz inaczej patrzę na moje porażki. Rodzicielskie i każde inne. Ćwiczę dawanie dobrego przykładu. Pokazywanie dobrej drogi. Myślę, co chciałabym, żeby w takiej sytuacji zrobiła Dziulka. Kiedyś. I tak staram się postępować. Żeby świat Dziulki, który jej pokażę, był jak najbliżej ideału.