Mama kontra mama, nuudy!

Nowy program rozrywkowy „Mama kontra mama” rozgrzał atmosferę już na etapie zapowiedzi. Dlatego w niedzielę zasiadłam do powtórki z popcornem, kawą, relanium i paczką chusteczek, na wszelki wypadek, bo sama już nie wiedziałam jakich emocji oczekiwać. I to był mój ostatni raz z tą produkcją, oto dlaczego:

Po pierwsze, to kolejny rozrywkowy program TVNu. Czy naprawdę ktoś mógł oczekiwać, że spełnią obietnice z trailerów? Miały być różne style wychowania, podpatrywanie wspaniałych metod na naukę samodzielności czy tworzenie relacji, miało być kolorowo, różnorodnie i kontrowersyjnie. A jak jest? Nuda nuda nuuuuuda.

Nic specjalnie kontrowersyjnego nie pokażą. Umówmy się, do takiego programu zgłoszą się same super mamuśki (we własnym mniemaniu). Wyobrażacie sobie rodzinę, gdzie o dzieci się nie dba, stary chleje i leje, matka ma wszystko gdzieś? No i pewnego wieczoru dzieci klęczą na grochu za karę, a matka zamyślona nad petem mówi: „hej Stasiek, może pójdziemy do takiego nowego programu, zobaczymy inne style wychowania niż nasz, może nas coś zainspiruje?”.  No właśnie… Więc zakładam, że wszystkie „style” będą mniej więcej podobne, tak jak to miało miejsce w pierwszym odcinku. No i tutaj pole do popisu dla montażysty, który szuka na siłę kontrowersji i pokazuje, że jedno dziecko bawiło się mikserem jak matka odwróciła się na minute, a druga nadużywa zdrobnień. O nie!

Po drugie, sztuczność aż bije po oczach.  Szczerze mówiąc, gdybym to ja brała udział w takim programie (!), najpierw sprzątałabym przez 2 tygodnie, potem ugotowałabym dziecku brokuły z kaszą jaglaną na parze z bio pietruszką, następnie przekupiłabym dziecko żeby zjadło i do kamery powiedziało głośno i wyraźnie „hmmm moje ulubione mamusiu”.  A potem byłyby zabawy kreatywne w sterylnie czystym salonie w stylizacjach za miljon monet. I tak właśnie to wyglądało. W każdym z 4 materiałów rodzinka jadła zdrowy obiad, wcześniej wspólnie przygotowany, a potem szli na rower/tańce czy inne rozrywki na świeżym powietrzu gdzie głęboką rozmową pogłębiali relacje.

Po trzecie okropnie denerwowało mnie to całe komentowanie i ocenianie. Znam mnóstwo dziewczyn, mam. I są fajnymi babkami. Panie z programu może też są. Ale pokazane to było…. Siedzą takie trzy, wszystko złośliwie komentują, co chwilę podkreślają, że one by tak nigdy nie zrobiły, przenigdy, a na koniec wpadają do czyjegoś domu, grzebią w szufladach, zaglądają do garów. Dla mnie to było po prostu niesmaczne.

Ostatnia rzecz, którą dobitnie pokazał ten program to to, że bycie mamą niewiele różni się od bycia perfekcyjną kurą domu. Okej, matka chce, żeby oceniły ją inne matki. Okej, wchodzą z buciorami w jej życie, na jej życzenie. Okej, komentują jak ich zdaniem wygląda relacja rodzica z dzieckiem. Ale co ma do tego porządek w domu? Obiad na gazie? Obrazki na ścianach? Serio, pojawił się zarzut, że mamie nie przystoi mieć na ścianach takich a takich obrazków. To co, jak ktoś ma wspaniałą relację z dziećmi ale bałagan w domu to się nie liczy? I jak ktoś rodzi dziecko to natychmiast na zacząć gustować jedynie w delikatnych pejzażach? Serio ważne jest, ile zdjęć dzieci wisi na ścianie? Bo u jednej uczestniczki było za mało, czego pozostałe mamuśki nie omieszkały jej wytknąć. Ja osobiście nie widzę tutaj powiązania. No chyba że faktycznie to, czy mam majtki w szufladzie wyprasowane ma wpływ na moje macierzyństwo.

Tego, co sądzę o pokazywaniu swoich małych dzieci w programie telewizyjnym nie będę tu wypisywać, bo to temat na osobny elaborat…

Tak że tego, przygody z programem „Mama kontra mama” nie zamierzam kontynuować. Szkoda mi czasu. Nic mi to nie daje. Ani nic się nie nauczę nowego, ani łzy nie uronię, a i rozrywka wątpliwa. A teraz lecę sprawdzić co Wy piszecie na ten temat, bom strasznie ciekawa. A nie czytałam specjalnie, żeby się nie sugerować niczyją opinią.

Jeśli też już miałyście przyjemność zapoznać się dajcie znać co myślicie. Może tylko ja mam skrzywiony gust? Chętnie poczytam komentarze, linki, wszystko:)

* zdjęcie:TVN*