Macierzyństwo, nie oddawaj!

Wolność, młodość, rozrywki, autonomię, sporo kasy? Nie. Macierzyństwo odebrało mi:

1. Trudności z zasypianiem. Znacie te ciężkie chwile, kiedy zmęczeni do granic niemożliwości przewracacie się w łóżku z boku na bok i za nic nie możecie zasnąć? To szkoda, bo ja tam je ledwo pamiętam. Od 20 miesięcy kiedy tylko ma spracowana skroń dotyka poduszki, klika wyłącznik i zasypiam jak drwal po ciężkiej dniówce.

2. Nudę. Nie ma czegoś takiego w moim życiu. Nie istnieje. Zawsze jest więcej rzeczy na wczoraj i przedwczoraj, zaległych obowiązków i przyjemności, książek, filmów i gazet niż wolnego czasu. Kiedy Dziulka już zaśnie, rozwija się przed nami wachlarz rozrywek niczym w Las Vegas. Próbujemy wtedy wyrobić normę, zanim nasze organizmy zorientują się, ze jesteśmy ledwo żywi. A jak już pojawią się dziadkowie i jest wolny wieczór na mieście….

*3. Niecierpliwe oczekiwanie na dary popkultury. *Kiedyś czas do kolejnej części ulubionej serii dłużył się niemiłosiernie. A teraz zanim się dogadamy z koleżankami, kiedy wreszcie pójdziemy do kina na „Bogów”, już są na dvd z nowym wydaniem Vivy. Każde wyjście do księgarni skutkuje szokiem, bo z półek krzyczą kolejne części serii, a ja nawet nie wiedziałam, że coś się pisze. A każdy serial, który lubię, ma dla mnie co najmniej 2 sezony. Normalnie codziennie jest Gwiazdka!

4. 12 kilogramów. Dużo kobiet ma problem z dodatkowymi kilogramami, które zostają po ciąży. Ja postanowiłam podejść do tematu inaczej i roztyłam się niemiłosiernie przed. W ciąży, zaczynając jako spora kula, przytyłam jedynie 9, co zgubiłam tydzień po porodzie. Od tamtej pory schudłam jeszcze 12. I to na diecie matki karmiącej (ja naprawdę potrzebuję tej czekolady, w końcu produkuję mleko!). Spacery, noszenie, noszenie, spacery, bieganie, dźwiganie, spacery i karmienie piersią. Większość na świeżym powietrzu. Szczerze polecam

5. Niskie poczucie własnej wartości. Czuję moc i siłę. I żeby nie było, nie kosztem ludzi, którzy nie urodzili dziecka, takich jak mężczyźni, singielki i kobiety spełniające się poprzez karierę. Czuję to porównując siebie kiedyś, a siebie teraz, kiedy to 9 miesięcy nosiłam, urodziłam i wykarmiłam absolutny ósmy cud świata.

Coś brzmi znajomo? A może straciłyście coś jeszcze? Dajcie znać.