Lwica

Byłam niedawno w małej miejscowości, w małej szkółce, na małym konkursie, w którym brało udział bardzo mało małych dzieci (klasy 1-3 SP). W rezultacie (nie)szczęśliwego splotu okoliczności znalazłam się w jury tegoż wydarzenia wraz z dwoma paniami i jednym panem. Po występach, nasze szacowne grono udało się na naradę celem wyłonienia zwycięzców. Pamiętając wcześniejsze imprezy tego typu, wiedziałam, iż rywalizują w nich nie tyle występujący uczniowie, co nauczyciele, którzy tychże przygotowali, dlatego też nie miałam zamiaru zbyt aktywnie uczestniczyć w obradach. Poza tym, jako jedyna spoza mrowiska nie chciałam wtykać w nie kija moimi krytycznymi uwagami. Jednak nieopacznie wetknęłam… A było to tak: obecny wśród nas pan przedstawił swoje typy. Z moich notatek wynikało, że jedna z wybranych przez niego dziewczynek 1) śpiewała z podkładem słownym, co było niezgodne z regulaminem, oraz 2) była ubrana w strój kompletnie niepasujący do treści utworu, a to również należało do kryteriów oceny występu. Więc się odezwałam. No i wtedy okazało się, że siedząca w jury blondynka to mama tej małej gwiazdy, która zaczęła jej zaciekle bronić, argumentując oczywiście, że to nie chodzi o moje dziecko, ale…. *Siedzę, słucham jej i tak sobie myślę: Oczywiście, że CHODZI O TWOJE DZIECKO! Ale czemu się z tego tłumaczysz?! Przecież błąd nie tkwi w tym, że bronisz swojego dziecka! Każda matka powinna walczyć o swoje małe jak lwica! Nie tłumacz się ze swojej postawy – raczej bądź z niej dumna! Jedyny błąd tkwi w tym, że znalazłaś się w jury *tego konkursu! No bo jak tu obiektywnie oceniać występ kogoś, z kim jest się tak silnie emocjonalnie związanym? No żywcem się nie da! I jeszcze tak sobie myślę: dlaczego my ludzie tak często myślimy, mówimy i robimy coś innego, zamiast trzymać się czystych reguł gry panujących w świecie zwierząt; intelekt, który zagłusza instynkt wyraźnie nam szkodzi…

/mkh

Wpis gościnny w cyklu Tak sobie myślę