Logiczne?

Zbieramy się do wyjścia z domu. Chaos, pośpiech, pot po tyłku kapie. W jednej ręce niosę torbę, drugą dorzucam kolejne rzeczy, trzecią prowadzę Dziulkę, rozglądam się za zgubionym telefonem, pies się pląta pod nogami, podniecony.
Nagle moje oko bystre wyławia w białej czystej kuchni plamę koloru. Konkretnie żółtego. Psie siki!!

Za dużo na moje nerwy w tym momencie. Nogą odsuwam psa na bok, niby, żeby nie podeptać,delikatnie i lekko, ale obawiam się, że moje uczucia włożone w subtelny ruch stopy są aż nadto czytelne.

-Ej!- protestuje Dziulka żywiołowo- dlaczego Ozika kopiesz? On nie lubi, żeby go kopać!

O matko, dwulatka mnie zawstydza. I to jak skutecznie... Tłumaczę się. Źle zrobiłam (Dziulka by powiedziała "nie powinnam by"), ale zdenerwowałam się.

-A dlaczego jesteś zła? - docieka mój prywatny kołcz.

Bo, cholera jasna, się nie wyrabiam. Za dużo mam na głowie i za mało jestem zorganizowana. Powinnam się postarać i psa nie zaniedbywać. I ciebie, córko i bloga i gotować ekologicznie i ćwiczyć i czytać i w ogóle! Co ci mam powiedzieć?
Brnę, że to psa wina, może jeszcze mi się uda na chwilę zachować twarz.

-Bo Ozi się wysikał znowu w kuchni. Jestem zła na niego. I nie wezmę go na pewno na żaden spacer! -to ostatnie znaczącym tonem w stronę zadowolonego winowajcy, który już czeka z plastikowym rekinem w pysku, zadowolony, że oto w centrum uwagi nareszcie on.

-No ale trzeba go zabrać na spacer. On się wtedy wysikuje. I nie sika w domu. - Dziulka rozwiązuje moje problemy.

Życie takie proste.