Life is brutal

Dziewczyna w internecie prosi o poradę. Nosiła córkę w wisiadle, które fatalnie wpływa na dziecięce bioderka i kręgosłup. Doczytała, zmieniła na porządne nosidło, radzi się, czy córeczka aby się przyzwyczai i nie będzie protestować na takie zmiany. Chwali się troszkę troską i nową wiedzą. I dodaje z dumą, że wisiadło udało jej się korzystnie sprzedać. W końcu tanie nie było.

Sprawdzam jeszcze, czy na pewno jesteśmy w grupie o Rodzicielstwie Bliskości. Tak, jesteśmy w grupie, gdzie rozmawiamy o wychowaniu w szacunku do drugiego człowieka, empatii i trosce.

Nie miałaś oporu, żeby innemu dziecku wciskać bubel, pytają? Nie, sorry, life is brutal. Skoro ktoś nie wie i nie doczytał, jego problem.

Wkurza mnie to. Myślę, co bym ja zrobiła. 500 zł to dużo. Ale nie, nie sprzedałabym. Skoro life is brutal, to dla mnie też. Skoro ja nie doczytałam, popełniłam błąd, kupiłam bubel choćby i za 5 000, no to ja jestem 5 koła w plecy. Nie sprzedaję. Nie sprzedaję wypucowanego na błysk grata komuś, kto się nie zna na samochodach i weźmie w cenie limuzyny.

I mojej córce nie pokażę nigdy, że life is brutal, wiec można coś kosztem kogoś. A już na pewno nie kosztem innego dziecka. Czy to nie oczywiste?