A ładnie Dziulka je?

A ładnie Ninka je? Pyta babcia. I prabacia. I ciocia. I sąsiadka. Ładnie. Moim zdaniem przepięknie. Mogłabym zrobić wystawę i sprzedawać bilety. Recital jedzenia. Nina wcina. Ona je kapłona (nie wiem co to, jakaś ryba?). Dziewczynka i rodzynka. W foteliku przy krupniku.

Instalacja pierwsza:

Dziulka zaczyna dzień od zjedzenia mojej mlecznej pianki z kawy. Potem życzy sobie jajo. Nie wiem, czy tak lubi,  czy tylko dlatego, że nie umie powiedzieć „tosty i pasta z awokado”. Następnie owoce. Spacer, z nieodłączną bułą do skubania. Ja lubię skórkę, więc się dopełniamy. Łazimy takie, obsypane mąką. W domu zupa. Średnio jej idzie jedzenie łyżeczką, więc każe się nakarmić. Szkoda czasu na półśrodki. Potem każe przelać moja zupę do jej miski. Potem prowadzi do kuchenki. Sprawdza, czy w garze coś zostało. Wygrzebujemy resztki. Na stoliku stoi miseczka z ugotowanym jaśkiem, jest przegryzany w międzyczasie. Kiedy gotuję kaszę na drugie trzyma mnie za nogę i skanduje „am am am”. Jeszcze większe emocje budzi brokuł. Ojciec po powrocie z pracy też nie może zjeść w spokoju. Dziecko sępi. W otwartej szafce złowiła „kuli kuli” (mus w tubce). Wrzask. Wieczorem nachodzi nas ochota na makaron. Kogo najbardziej? I banana na deser.

Instalacja druga:

Menu: kilka jagód i mleko. Przez cały dzień. Mleko. Mleko. I jeszcze więcej mleka w nocy. Przychodzi i zagaja: „am!”. Moja lista oferowanych wiktuałów kwitowana „nie, nie” i kręceniem głową. Na koniec doprecyzowanie „am, cycy”.

I weź tu bądź mądry człowieku.

I powtarzam sobie, że ona wie ile potrzebuje. Się nie zagłodzi. Nie pęknie przecież.

Wystarczy pamiętać, kiedy można bohatersko wziąć na siebie pieluchę z dwójką, a kiedy sprytnie zająć się czymś ważnym i wmanewrować nieświadomego ojca.