Kulkowo

Ach jaką jestem świetną matką teoretyczną. Wzorową. Ideał. Przeczytałam sporo mądrych książek, blogi z taką porcją wiedzy, że uo, w grupach na facebooku wyławiam perełki informacji. 

Kiedy czytam o rozwoju dziecka to tak wiele się zgadza. Kiwam głową, podkreślam odpowiednie fragmenty. Myślę sobie wow, tak właśnie czuję, to niesamowite. Masz jakiś problem? Znajdę Ci odpowiednią lekturę i nawet wskażę palcem linijki „od do”. Zawsze służę dobrą radą popartą odpowiednim eksperymentem naukowym. Chcesz, to link do eksperymentu na jutjubie też Ci wyślę.

Praktyka czasami a i owszem, wszyscy zdrowi, dziękuję bardzo. Na spacerze spokojna niczym kwiat lotosu na tafli jeziora lawiruję między wózkiem a chustą. Wrzeszczącą Dziulkę odkładam co prawda na chwilę na chodnik, żeby się omotać, ale zaraz utulę. I przemawiam głosem słodkim jak miód. I choć pot mi się po tyłku leję, to od szyi w górę zalewają mnie tylko fale miłości i zrozumienia. W myślach przybijam sobie piątkę z antropomorficzną personifikacją Rodzicielstwa Bliskości. Zwiewną istotą o twarzy Marthy Sears.

Ale kiedy w sali zabaw trzylatek podbiega do Dziulki ze słowami ” ty tu nie wejdziesz” i zaczyna ją dusić, to mam ochotę udusić gówniarza w odwecie. Ona nie może? Do mojej córki z nelsonem? Jakoś potrzeba, która kryje się za tym działaniem kryje się także gdzieś daleko za krwawą mgłą, która zasnuwa mój mozg. A do biegających dookoła dzieciaków mam ochotę krzyczeć, że po pierwszo to mają się bawić GRZECZNIE, po drugie CICHO, a po trzecie to powinny już dawno zauwazyć, że są tu też malutkie dzieci i odpowiednio na nie uważać.

Antropomorficzna Personifikacja leży w kącie mojego umysłu, a nad nią odlicza Wścibska Pani Stasia Z Parku.