Klaps z miłości

Wyobrażam sobie taką sytuację: wyrwaliśmy się z małżonkiem na wieczorne wyjście. Dziulka pod czujnym okiem babci smacznie śpi, my ze znajomymi buszujemy po Krakowskim rynku. Wreszcie można zaszaleć, pobyć dorosłym, nadrobić towarzyskie znajomości. Fajnie jest. Siadamy w ulubionej knajpce, zimne piwo smakuje jak nigdy. Muzyka dudni, ja roześmiana plotkuję z koleżankami, machinalnie odpalam papierosa, paznokcie wymalowane, ale mi dobrze no. Nagle dostaję w twarz. Od męża. Policzek. Nawet nie boli, bo leciutko. Ale przeżywam szok! Nie wiem, co się dzieje! Znajomi patrzą dziwnie, zszokowani jeszcze bardziej. Łzy cisną się do oczu, czuję palący wstyd, odwracam się do męża, o co chodzi do cholery?!

Przytula mnie czule i mówi cichym głosem, że nie miał wyjścia. Że po prostu nie może patrzeć, jak się truje tym świństwem. Tyle razy mnie prosił, miałam rzucić przecież. A ja ciągle i ciągle. Jak grochem o ścianę po prostu. A teraz może zapamiętam. Może jak mi się zachce palić to sobie przypomnę ten wstyd przed koleżanką i mi się odechce. Zapamiętam raz a dobrze. Na całe życie. I będę zdrowa, pachnąca. No przecież to dla mojego dobra. Z miłości. Z troski przecież. Znajomi odwracają wzrok.

Wyobrażam sobie, jak się czuję. Upokorzona, zawstydzona, zła. Wściekła. Nie boli mnie policzek, nie bolało ani przez chwilę. Czy myślę o papierosie? Że źle zrobiłam? Że obiecałam? A skąd. W głowie wiązanka na ślubnego taka, że klawiatura nie przyjmie. Już układam w głowie, co mu powiem, jak wrócimy do domu. Ale mnie będzie przepraszał. Z kwiatami. Miesiąc. Zemszczę się. Popamięta.

Przestanę palić? Przestalibyście? Pewnie, że nie. Ale od tej pory tak, żeby nie widział. Nawet się nie domyśli naiwny co się będzie działo za jego plecami, a co!

Wyobrażam sobie drugą sytuację. Bawimy się z Dziulką na placu zabaw. Mała biega za piłką swoją ulubioną. Biegamy razem, śmiejemy się,  wygłupiamy. Piłka poleciała daleko, mała rozpędza się, żeby ją dogonić. Nagle ręcę mamy łapią ją mocno, podnoszą w górę. Ręka odbija się na pampersie aż huczy. Boże, znowu na ulicę chciała wybiec. Tyle razy tłumaczone, tyle rozmów było, a ta nic. A ja się tak boję, o włos dziś, taki ruch jest. Może jak dostanie, popłacze, to zapamięta. Jak nie przez uszy to przez pupę może wejdzie. Trudno, przecież jej nie boli. A za mała jest, żeby zrozumieć. Teraz zapamięta.

Ja wiem, że było już tyle o klapsach. Każdy z nas dostał po dupie i wyszedł na ludzi. Ale może bardziej „mimo to” niż „dzięki temu” ? Pomijając kwestię przemocy, bólu, upokorzenia, okiełznania rodzicielskich emocji i czego tam jeszcze, dla mnie fundamentalna jest jedna prawda : TO NIE DZIAŁA.

I koniec.

foto: pinterest.com