Karmienie piersią po roku

Będąc w ciąży planowałam karmienie piersią 3 miesiące. No, max 6 jak się nie będzie dało dziecka oduczyć. Ale planowałam tak mimochodem, bo miałam ważniejsze rzeczy na głowie, na przykład kupowanie śliczniusich ubranek, obmyślanie, jak najszybciej schudnąć oraz szukanie inspiracji na najbardziej wypasiony pokój dziecinny ever. Karmienie piersią po roku? Dziecka, które chodzi? Albo starszego, które mówi? Generalnie, ohyda. I trochę dziwactwo. Tak myślałam wtedy, jeśli w ogóle raczyłam poświęcić odrobinę swej uwagi tak mało ważkiemu tematowi jak karmienie piersią. Z tego co zauważyłam, nie jest to pogląd odosobniony. Niedawno moja mama przyniosła rewelację od pediatry, jakoby karmienie po 10 miesiącu życia dziecka nie służyło już niczemu poza tworzeniem patologicznej więzi.

Karmię piersią 13 miesięcy i 9 dni. Wierzcie mi, to nie jest długie karmienie piersią. To ledwie optymalne, zadowalające. Zdecydowanie normalne. Nie czuję się ani specjalistką w tym temacie, ani jakąś wielką wyrocznią. Królowa jest tylko jedna, co nie? Ale postanowiłam napisać po prostu jak karmienie piersią po roku wygląda w praktyce.

Ostatnio koleżanka, mama rówieśniczki Niny była świadkiem naszego karmienia. Potem powiedziała mi, że nie tego się spodziewała i była zaskoczona jak to wygląda. Domyślam się, czego się spodziewała. Pewnie większość ludzi wyobraża sobie, że kilka razy dziennie biorę moją wielką córkę w ramiona jak dzidziusia i ona pije to moje mleko jak niemowlę. Otóż nie. To już nie ma nic wspólnego z karmieniem dzidziusia.

Karmienie to nie żywienie

Moje mleko nadal jest dla dziecka bardzo wartościowe i nadal będzie. Na zdrowy rozum, po co mój organizm miałby produkować „wodę bez wartości odżywczych” po roku, 2 czy jakimś innym czasie? Jakie marnotrawstwo energii. Natura by na to nie pozwoliła. Ale teraz dziecko nie „żywi” się moim mlekiem, jak przez pierwsze 6 miesięcy. Jeśli Nina jest głodna, woła o jedzenie. Jeśli chce jej się pić, woła o wodę. To nie tak, że odmawiam jej posiłku i zastępuję go karmieniem piersią. W tym momencie karmienie oddzieliło się u nas od jedzenia całkowicie.

Wieź nie tylko przy piersi

Kiedy Nina była mała karmienie było taką więzią w pigułce. Było tak częste i długie i intensywne. Z czasem, kiedy karmienie stawało się coraz krótsze, pojawiały się wszystkie te całusy, utulenia, noszenia, zabawy. Teraz okazujemy sobie czułość na wszystkie możliwe sposoby. Karmienie piersią nie zastępuje nam niczego w naszych kontaktach.

To nie uwiązanie

Są takie dni, kiedy Nina nie chce piersi prawie wcale. Są dni, kiedy zostaje beze mnie na 5,6 godzin. I ani ona nie chce piersi, ani ja nie czuję dyskomfortu. Na razie nie panuję wracać na etat ale myślę, że 8 godzin pracy plus dojazdy także nie byłyby problemem.

To taki całus razy 100

Kiedy jesteśmy razem, bawimy się, kiedy Nina chce się wyciszyć, albo pocieszyć, albo przytulić, czasami chce pierś. To tak, jak z całusem. Jeśli jestem obok, chce całusa ode mnie. Jeśli mnie nie ma, pocieszy ją, wyciszy czy przytuli ktoś inny. Swoim unikalnym sposobem, nie moim całusem. I tyle.

* Usypianie*

Przy mnie Nina w zasadzie prawie zawsze przy piersi. Czasami tylko kładziemy się razem, mocno się wtula, bierze ją do buzi i śpi. Czy to sprawia, że nie uśnie beze mnie? Bez piersi? Skąd. Nigdy nie „uczyliśmy” jej usypiania. Po prostu sama i zupełnie naturalnie Nina przyswoiła sobie, że każdy usypia ją inaczej. Tacie wdrapuje się na ręce i każe się nosić w najbardziej niewygodnej pozycji świata. Babcię prowadzi do wózka, układa się w nim wygodnie i mruczy „aaa”. Ja nie mogę jej nosić jak tata, bo się wścieka. Jeśli tata włoży ją do wózka, będzie ryk.

Więź

Uważam, że z naszą więzią wszystko w jak najlepszym porządku. Nina jest wesoła, pozytywnie nastawiona do świata, ciekawa. Jasne, że czasami się wstydzi. Że trzyma się mnie blisko. Ale ma super kontakty z tatą, dziadkami, ciociami, moimi koleżankami i ich dziećmi… Uważam, że roczne dziecko jest tak malutkie, że ma specjalną i najsilniejszą więź z mamą niezależnie od karmienia i będzie ją jeszcze miało jeszcze kilka długich lat z tego co mi wiadomo.

* Karmienie publicznie*

Praktycznie nie występuje. Czemu? Tak wychodzi. Kiedy Nina żywiła się piersią i zaczynała płakać z głodu w miejscu publicznym po prostu dostawała jeść. Teraz kiedy Nina zgłodnieje albo chce jej się pić to je i pije. Nie prosi o pierś w publicznych miejscach, bo jej nie potrzebuje. Myślę, że dla niej to też są specjalne, intymne chwile. A zazwyczaj jest zaaferowana atrakcjami dookoła i nie w głowie jej czułości z nudną starą matką. Jeśli kiedyś na przykład przewróci się i będzie potrzebować specjalnego pocieszenia, i da znać, że chce piersi, spoko. Ale do tej pory nigdy nas to nie spotkało. Więc nie, to nie jest tak że wybiega z piaskownicy na cycka, bo jej się chce pić. I że trzeba chodzić z cyckiem na wierzchu do przedszkola w porze obiadu.

Matka karmiąca

Nie czuję się nią w ogóle. Nie rozmyślam godzinami o moim karmieniu. Nie stawiam sobie pomników i nie przyznaję medali. Nie pamiętam że karmię. Nie noszę wkładek laktacyjnych i noszę najczęściej normalne staniki. Schudłam 13 kilo i karmniki już nie pasują. I nie są już tak niezbędne jak wtedy, kiedy otwierały się 6 razy dziennie.

Po co?

Bo mogę. Bo skoro Nina czasem chce a mi to nie przeszkadza w niczym, nie krzyżuje żadnych planów, nie wymaga wyrzeczeń, a ułatwia życie, to czemu nie? Czemu pozbywać się czegoś, co tak dobrze działa?

Kiedy koniec?

Nie wiem. Zakładam dwa scenariusze. Albo Nina sama się odstawi. Albo ja uznam że z jakiegoś powodu już nie chcę. Wtedy będę się zastanawiać, co dalej.

Czy to dziwne?

Nie. To naturalne. W takim sensie że czuję, że to biologicznie ok. Że tak właśnie ma działać moje ciało w duecie z moim dzieckiem. Że to służy nam obu. Mam narzędzie, które pozwala mi uśpić, ukoić, pocieszyć dziecko błyskawicznie. Ona ma źródło przeciwciał i składników odżywczych. Kiedy ostatnio chorowała znowu piła dużo mleka, zwłaszcza w nocy. Wyzdrowiała, wrócił normalny apetyt. Nie musiałam martwić się komponowaniem odpowiednio odżywczej diety, byłam spokojna.

Czy robię to co najlepsze dla mojej córki?

Uważam, że tak. Coś, co jest tak proste, naturalne i przyjemne nie może być szkodliwe 😉 Serio, na razie widzę same korzyści.

Czy w takim razie każda mama powinna tak robić?

Obiektywnie WHO mówi, że najlepiej robić tak. Obiektywnie i w idealnym świecie. U mnie poukładało się tak, miałam takie warunki, taką wiedzę, takie wsparcie, wreszcie taki model dziecka, że tak wygląda moje karmienie. Każda mama musi znaleźć dla siebie i swojego dziecka, która będzie idealna dla nich, w ich warunkach, przy ich aktualnym poziomie wiedzy, sytuacji społecznej, wparciu, kondycji psychicznej i tak dalej.

Zapraszam do dyskusji na temat karmienia piersią po roku. Albo karmienia w ogóle. Może macie jakieś pytania? O praktyczne aspekty? Może Wam też roczniak przy piersi nie pasuje? Postaram się coś ciekawego odpowiedzieć w miarę możliwości. I bardzo chętnie poczytam Wasze historie.