Karmię to karmię, nie drąż

Kolejna koleżanka opowiada mi, jak musiała tłumaczyć się ze swojego karmienia piersią pani w żłobku. Podniesiona brew, krzywa minka, a nie myślała pani, żeby przestać? No do głowy mi to nie przyszło, ale skoro pani tak sugeruje... A o mężu też ma pani dla mnie jakieś sugestie? No ludzie...

Ja naprawdę rozumiem, że ludzie mają jakąś tam (najczęściej marną) wiedzę o karmieniu piersią. I zazwyczaj chcą dobrze. Doceniam. Ale dlaczego pani ze żłobka, która ostatni kontakt z karmieniem piersią miała 29 lat temu ubrana w tetrę nagle czuję się kompetentna ? Szczerze mówiąc, ta pani nawet nie musi nic na ten temat wiedzieć. Ona ma być specjalistką pedagogiem, to całe karmienie niech zostawi karmiącym. Tylko ja bardzo ładnie proszę, niechże się chwilę kobieta zastanowi, co drąży i po co.

Ja na ten przykład coś o karmieniu piersią wiem. Ale wiecie co? Nie pytam. Kiedy widzę koleżankę z butelką nie drążę, a dlaczego?! Nie urządzam improwizowanego wykładu o zaleceniach WHO. Nie włącza mi się tryb dobrej rady za każdym razem, gdy padną słowa "krowie", "formuła", "modyfikowane". Jakoś dziwnie nie czuję potrzeby poinformowania, że oto JA robiłam inaczej (czyli jedynie słusznie, rzecz jasna).

Zakładam, że jeśli dorosła kobieta, matka, robi coś ze swoim dzieckiem, to najprawdopodobniej nie ciągnęła losów z kapelusza i nie czeka teraz na mój drogowskaz, tylko MA JAKIŚ POWÓD. I tenże powód to NIE MOJA SPRAWA. Serio. Jakie ja mam prawo, by domagać się wyjaśnień? Gdybym zaczepiła panią karmiącą butelką i rozsiadła się w oczekiwaniu na wyjaśnienia i tłumaczenia, oczekiwałabym soczystego weź się zajmij swoim dzieckiem (wersja nieocenzurowana po 22). Dlaczego zatem karmiące piersią matki ciągle muszą się tłumaczyć?

No więc, drogie karmiące piersią matki, nie musimy się tłumaczyć. Nie musimy się czerwienić i wchodzić w dyskusję z panią w żłobku, kolejce, przychodni i na placu zabaw. Nie musimy chodzić na rodzinne spotkania uzbrojone w artykuły, wydrukowane posty z Hafiji i poradniki z zakreślonymi fragmentami. Nie musimy przesyłać koleżankom linków na potwierdzenie wartości mleka po 6 miesiącu. Nie musimy dla naszego karmienia mieć aprobaty i poklasku teściowej. Chociaż fajnie by było.

Wyobraź sobie, droga mamo, że to pytanie o coś innego. Że osoba totalnie spoza twojej branży zagląda ci w pracy w monitor komputera i pyta, czemu tak robisz, a nie zupełnie odwrotnie? Że ta pani w parku pyta o skarpetki i czapeczkę twojego niemowlaka. A ciocia na imieninach wyjeżdża z dobrymi radami o tym, jak zadowolić chłopa w małżeństwie. Co byś im powiedziała?

...

Dzięki, że tu jesteś! Rozgość się i zostań dłużej. Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz komentarz. Możesz też odwiedzić Dziulkę na Facebooku.