Kariera kobiety

Robienie kariery może budzić emocje pozytywne lub negatywne, ale niezależnie od subiektywnych preferencji wszyscy są raczej zgodni, że fenomen ten kojarzy się z długimi godzinami pracy, odpowiedzialnością, wyzwaniami, kreatywnością, rozwojem, mnogością różnorodnych obowiązków, uznaniem lub zazdrością otoczenia, realizacją trudnych celów, umiejętnym żonglowaniem stanowczością i uległością oraz zarobkami, które niekoniecznie odzwierciedlają stopień zaangażowania. Teraz sakramentalne (i moje ulubione) pytanie, którym zadręczają się lub są dręczone kobiety: kariera czy rodzina? Od razu nóż mi się w kieszeni otwiera i tak sobie myślę: który z wymienionych tu elementów tworzących karierę nie występuje, kiedy siedzę w domu jako matka Polka? Długie godziny pracy? – od 6.00 do 21.00 plus nocki. Odpowiedzialność, wyzwania, kreatywność? – 24/7. O pozostałych elementach nie piszę, bo to oczywiste. Skąd więc taki brak poważania dla kur domowych – nawet w nomenklaturze, gdyż dawniej byłyśmy paniami domu? Kiedy i z czyjej inicjatywy zaczęła dominować opinia, że lepsza jest korporacja, gdzie jesteś, droga Kobieto, tylko stanowiskiem, które piastować może ktokolwiek, niż dom, gdzie dla swoich najbliższych jesteś Jedyna i Niezastąpialna? Dlaczego jako bardziej prestiżowe postrzegane jest menadżerowanie pracowników niż kształtowanie przyszłych Wielkich tego świata? Według jakich kryteriów bardziej opłaca się  cierpliwe budowanie relacji z klientami firmy podczas serii business lunch-ów niż bliskości przy kuchennym stole? Jak wartościową nagrodą jest uścisk dłoni prezesa, a ile znaczą zarzucone na szyję małe łapki? Na te i podobne pytania mam swoje odpowiedzi. Innych wyborów nie potępiam, ale ich nie rozumiem. I tak sobie myślę: chyba nie chcę rozumieć, bo gdybym zrozumiała, to mogłabym popełnić największy w moim życiu błąd!

mkh/

Wpis gościnny w cyklu Tak sobie myślę