Jak odpieluchować dziecko w 3 dni

Dramat w 3 aktach

Prolog

1.

Lato. Dziecko skończyło dwa latka i wszystkie znaki na niebie i ziemi, a także babcie i opinia społeczeństwa mówią nam, że czas najwyższy na nocnik. Dziecko zostaje puszczone w świat bez pampersa, a dwa kroki za nim zawsze dyskretnie przemyka osoba z nocnikiem i zachęcającym wyrazem twarzy. Czasami się udaje, czasami nie. Zawsze doniosłemu aktowi towarzyszą zachwyty i brawa.
Efekt: Zdezorientowane dziecko szybko traci zainteresowanie nową zabawą. Za to od tej pory bije mi brawo zawsze, kiedy słyszy odgłos spuszczanej wody. Brawo, mamo, piękna sika!

2.

Zima. Pałeczkę przejmuje babcia, która ma dość czekania na milowe kroki w rozwoju wnuczki. Wdraża metodę wypróbowaną przez rzesze innych babć i polecaną pocztą pantoflową w środowisku opiekunek, opartą na mechanizmach motywowania zewnętrznego, zwaną także "Na Tic Taki".
Efekt: Zanim babcia się zorientuje, jest trzy paczki Tic Taków do tyłu, obiecane kolejne 2 (cytrynowe!), nocnik się kurzy.

3.

Zima. Matka, napatrzywszy się na super zdolne w temacie wydalania dzieci koleżanek, popada w melancholię. Gdzieś w jej matczynym sercu kiełkuje powoli ziarenko znanego wszystkim matkom "cholera jasna, chyba za mało się staram". Kiełkuje nieuchronnie w stronę "konsekwencja", "raz, a dobrze", "stanowczo" pomieszane z "ja tu rządzę". Zaślepiona wizją sukcesu wypracowanego ciężką pracą u podstaw (klozetu) matka ma chwilę zaćmienia umysłu i zapomina, że ten szatan uparty po ojcu i nic się na siłę nie zrobi. Następuje ciężki tydzień, który rozpoczyna schowanie pampersów i komunikat, że ktoś tu jest duży i od teraz, prawda, sami wiecie co i jak. (Chyba, że wasze mamy nie podołały odpieluchowaniu przed 30.) I rozpętuje się piekło. Pod koniec tygodnia na pytanie o sikanie dziecko reaguje rykiem i próbami duszenia. Nie dziwię się, każdy normalny człowiek tak by reagował, jakby go ktoś pytał co 3 minuty i wmawiał, że wie lepiej.
Efekt: Terror

4.

3 dni później. Dziecko zostawione samo sobie stwierdza, że koniec z pieluchą. Każdego dorosłego informuje, że pożegnało pieluchę. Po jednym (!!) dniu pełnym wpadek kontroluje trudną sztukę w pełni, od wyplątania się z ubrania po umycie rąk.
Efekt: Matka czuję się jak debil, babcie otwierają szampana.

Epilog

Jak widzicie, próby pełne porażek trwały dużo dłużej niż 3 dni, ale chciałam was jakoś skusić. I znowu w moim domu wyklarowała się metoda, którą da się streścić jako: wyluzuj i czekaj, aż samo się zdecyduje na ten krok. Nie wiem naprawdę, ile w tym prawdy o dzieciach w ogóle, a ile o moim egzemplarzu. Nie chcę wam tutaj znowu pisać, żebyście po prostu czekali. Ale u mnie tak to właśnie wygląda. Niezależnie od moich wysiłków. Powiedzcie, czy tylko ja tak mam?

A na koniec książeczka, która odrobinę pomogła: Ale Kupa! Co masz w pieluszce? Zerknijcie.