II Konferencja Bliskości, na gorąco i z serca

II Konferencja Bliskości już za mną. Długo się zastanawiałam, czy jechać, czy Nina zostanie beze mnie na jeden dzień bez problemów. W końcu zdecydowałam się jechać, i naprawdę było warto. Za dużo się działo, żeby zamknąć to w jednej prawdziwej relacji. Zresztą relacji znajdziecie na pewno masę, obecne tam blogerki i blogerzy już o to zadbają. Dlatego zamiast niej garść luźnych myśli i konferencyjnych obrazków, które najbardziej zapadły mi w pamięć.

1. Niegrzeczne dzieci

Mnóstwo dzieci. Dzieci, którym nikt nie kazał być „grzecznym” i cichutko siedzieć w kącie, bujaczku czy wózku i nie przeszkadzać mamie i tacie w ich dorosłych sprawach. Dzieci komunikujących swoje potrzeby, noszonych, trzymanych na kolanach i na rękach, karmionych czule (także butelką), uważnie wysłuchanych. Dzieci, które odważnie badały świat, a tata albo mama szli o krok za nimi. Które były najważniejsze na tym przecież dorosłym evencie.

2. Uwiązani rodzicie

Rodzicie uwiązani w chusty, nosidła. Nikt nie przywiózł ze sobą ultra nowoczesnego samo bujającego fotelika, który uczy angielskiego, przewija i robi tosty, podczas gdy mama i tata ma wolne. Wszyscy trzymali dzieci blisko. Ale mimo uwiązania w chustę, byli wolni. Korzystali z wykładów, pili kawę, dyskutowali, zacieśniali znajomości. Gdyby nie ręką gładząca małą główkę podczas rozmowy można by zapomnieć, że są tu z dzieckiem.

3. Kto jest najbardziej zbliżeniowy?

Na krótkim spotkaniu bliskościowych (zbliżeniowych, jak mawia mąż) blogerek wywiązała się krótka rozmowa o rozstaniach z dziećmi, bardzo szeroko pojętych. Od wyjścia do kina po żłobek dla maluszka. I teraz ktoś, kto ma znikomą i bazującą na stereotypach wiedzę o RB mógłby zrobić szybki ranking, kto jest najbardziej bliskościowy. Pani, która nie wyszła do kina przez 17 miesięcy na czele, pani z chustą zaraz po, pani karmi ale nie chustuje, proszę dwa kroki w tył. A tutaj co mamy? Powrót do pracy? Na tyły, na tyły. A pani dziecko zostawia z babcią? No to tutaj. Pani żłobek? O, na koniec kolejeczki. A tymczasem każda mama czuła, że jest jej bliskie rodzicielstwo bliskości. I każda mówiła, że zrobiła to co mogła najlepszego w swojej rodzinie, w swojej sytuacji, w konkretnym czasie. I każda została wysłuchana i nie oceniona. I każda mówiła pięknie o swoim dziecku i swojej rodzinie. To było dla mnie wspaniałe doświadczenie po wszystkich kłótniach o to, że podając słoik, mleko, albo śpiąc w jednym łóżku jesteś gorszą matką niż…

4. Wiedza

Poziom panelistów, poziom wykładów, treść, jaką nam przedstawiono przypomina, że RB to nie moda, metoda, poradnik. To ogrom wiedzy naukowej „ugryzionej” od strony rodzicielstwa. Podpowiedź, jak „działa” dziecko, rodzina, więź, relacja. I z tą wiedzą każdy musi odnaleźć własną metodę i własną drogę.

5. Wsparcie

Siedząc w domu w mojej małej mieścinie mam wrażenie, że mamy nie maja wyboru. Bo żeby wybrać, trzeba mieć z czego. A mama bombardowana jest reklamami mieszanki, supernianią i metodami surowych rodziców. Tymczasem udział w Konferencji przypomina, że są osoby, organizacje, firmy, psycholodzy, doule, doradcy laktacyjni i noszeniowi, słowem rzesza ludzi, którzy myślą inaczej i którzy działają, niosąc wsparcie. I tylu rodziców, którzy szukają i uczą się i chcą się rozwijać i wierzą, że te „hippisowskie metody” mają sens. To daje siłę.

6. Sposób na życie

Co najbardziej rzucało się w oczy na spotkaniu kilkuset rodziców RB? Nie chusty i nosidełka. Nie karmienie piersią. Nie ekologiczne gadżety. Nie odpowiednie książki trzymane pod pachą. Atmosfera. życzliwość, uważność, otwartość, spokój. Ale też entuzjazm, ciekawość i wielka radość. To było naprawdę odkrycie tej konferencji.

7. Ekomamuśki uwiązane w domu

No więc te ekomamuśki uwiązane w domu, które karmią piersią, piorą w orzechach i łapią deszczówkę, a w przerwach robią desery z kaszy jaglanej… To dopiero są lachony. Zadbane, ubrane, wystylizowane. Z pasjami, z zainteresowaniami, z życiem! Poświęcenie dla dziecka, błagam. Rodzicielstwo bliskości, to dopiero jest równowaga.

8. Blogerki

A na koniec blogerki. Czytając blog, w jakiś sposób wizualizuję sobie autorkę/ autora. Mam w głowie obraz. A na spotkaniu przeżywam szok. To Ty? Serio?! Nie tak sobie Was wyobrażałam :)

Na koniec mała prośba, bo pluję sobie w brodę, że nie zanotowałam adresów Waszych blogów. Wiele z Was znam i czytam, wiele kojarzę i nadrobię, ale kilku za nic nie pamiętam. A bardzo bym chciała odwiedzić. Więc jeśli przypadkiem i jakimś cudem tu traficie, zostawcie proszę Was adres. Do zobaczenia na trzeciej!