Hymn matek karmiących?

Piosenka o karmieniu piersią. Po polsku. Z teledyskiem. Super, co? Przeczytałam o projekcie Mama Pełną Piersią jakiś czas temu, nie mogłam się doczekać efektu. I co? Z wielkim żalem muszę przyznać, nie podoba mi się! A miało być tak pięknie…

Zacznijmy od początku. Piosenka miała być odpowiedzią na zagraniczne teledyski promujące karmienie naturalne. Miała być głosem matki polki. Miała nieść pozytywne przesłanie i promować to, co najlepsze. Miała być odpowiedzią na wszechobecne reklamy mleka z puchy. Dziewczyny, i za to macie ogromny plus dodatni. Za to, że Wam się chciało zadziałać, a nie tylko siedzieć i narzekać (w internecie na przykład), że jest źle. Każda taka inicjatywa ma ode mnie ogromny szacun bo wiem, że pewnie zakrzywiacie czasoprzestrzeń i cudownie rozmnażacie dolary, jak dziewczyny z Kwartalnika. Ale plusy ujemne krzyczą do mnie i nic na to nie poradzę.

I naprawdę nie chodzi tu o to, że szczerze nie znoszę reggae. I ze mi się tekst nie podoba. I że zupełnie nie identyfikuję się z matkami karmiącymi z teledysku. Gdyby to była po prostu kawałek Waszego zespołu, to posłuchałabym, przybiłabym mentalną piąchę za działanie i przełączyłabym na moją playlistę. Ale skoro ma być hymn wszystkich matek, ma promować, zachęcać i przekonywać, to powiem Wam, jakie mam wątpliwości.

Wszystkie eko matki polki

Moim zdaniem mamy z teledysku są … alternatywne. Dla mnie w bardzo pozytywnym sensie, bo ewidentnie widać, że nosidła, że wielorazowe pieluszki, że bliskość, że kolory i pozytywna energia. Ale dla szarego Kowalskiego to, wybaczcie, potwierdzenie stereotypu. Że jest „zwykłe, normalne mleko” dla dzieci dla „zwykłych, normalnych matek”, a karmienie piersią to alternatywna dla tych ekologicznych, zakręconych, ideowych. A już długie karmienie albo publiczne to te ekscentryczki wyrabiają, te w kolorowych czapkach, co to noszą dzieci w tych ciasnych szmatach. I o ile nie może to być zarzut do piosenki jako takiej (bliskościowe i kolorowe mamy ją nagrały, takie są, tak żyją, ciężko, żeby do piosenki przebrały się za power mamy z telewizora i latały na szpilkach po biurowcu), o tyle mam wątpliwości co do tego „hymnu wszystkich mam karmiących”.

Dar od kogo?

Tekst. „Mleko w proszku zostawcie astronautom” tak tak tak! Ale serio musiał być ten dar od Boga dla rodziny? A samotne mamy? A mamy lesbijki (tak, są i takie i pewnie mają piersi)? A mamy ateistki (na przykład ja?) Znowu, w kontekście piosenki nie mam prawa się czepiać, każdy autor pisze to, co mu w duszy siedzi. Nie można zarzucać raperowi, że rapuje, a Bijonce, że śpiewa o miłości a nie o potworze z błękitnej laguny na ten przykład. Ale jeśli ma być hymn wszystkich matek to ja już się pod nim nie podpiszę.

Uwiązanie w rytmie reggae

Kiedy urodziłam Dziulkę, przygniotła mnie ogromna odpowiedzialność. I totalny brak wolności. Nagle moje życie obróciło się o 180 stopni. I gdyby mi ktoś w szpitalu, albo w pierwszym miesiącu pokazał ten teledysk, to zapamiętałabym jedno. Że karmiąc piersią to możesz co najwyżej siedzieć na placu zabaw, wybierać eko jabłka na targu albo tańczyć z dzieckiem w nosidełku. A te nowoczesne mamy z telewizji to i na basenie, i na zakupach i w ogóle wolność i światowe życie. Teraz patrzę na to inaczej. Ale obawiam się, że w walce o młodą mamę, która zaczyna swoją przygodę z karmieniem, z reklamą TV nie ma najmniejszych szans. Tym bardziej, że mam koleżanki, które mniej lub bardziej otwarcie przyznają, że nie karmią, bo to nie pasuje do ich stylu życia. Właśnie przez takie skojarzenia.

To poważna sprawa a nie rurki z kremem

Uwielbiam karmienie piersią. Jaram się. Mogłabym godzinami się zachwycać, jakie to genialne rozwiązanie od matki natury. Dlatego chwyta mnie za serce wers „Tajemnica wielka, co wypływa z serca”. Ale w piosence ten lekko podniosły ton może wystraszyć. Skoro to taka wielka, ważna i niesamowita sprawa, to czy na pewno dam radę? Udźwignę to? Może lepiej się „nie męczyć” i karmić „normalnie”, po prostu, z butelki? Jakaś taka wielka ta presja.

Piosenka TAK, hymn NIE DO KOŃCA

Podsumowując, jeśli patrzeć na piosenkę jako na projekt Pani Kamili i innych laktywistek (to słowo <3 !!!), to ja otwieram szampana, obsypuję dziewczyny płatkami róż i robię owacje na stojąco. Za inicjatywę, za aktywność, za działanie, za determinację. Za piękne głosy, za piękny teledysk. Tak, jest niesamowity. Ta bliskość, ta miłość. Naprawdę poruszyła mi się szczęka i spociły oczy. Najbardziej na fragmencie z zaznaczaniem farbą kreski na drzewie. I to wszystko mimo tego okropnego reggae 😉 Dziękuję Wam!

Ale moim zdaniem hymn wszystkich mam karmiących, który ma zachęcać do karmienia, promować je, powinien być troszkę inny. Pokazać, że tak jak karmisz dziecko pomidorówką bez względu na wyznanie, ideologię, strój, kolor włosów czy cokolwiek innego, tak samo jest z mlekiem. Że karmienie piersią nie jest częścią Rodzicielstwa Bliskości, ani żadnego innego nurtu wychowania, że nie jest połączone z nosidłem, chustą, wielorazową pieluszką. Niczym w ogóle, no, może poza miłością. Że to jest najbardziej normalna, najbardziej naturalna rzecz pod słońcem.

Więc może czas przestać gadać i brać się do roboty. Dziewczyny pokazały swój kawałek rzeczywistości. Ja śpiewać nie umiem, ale będę pisać. Czekam teraz na laktacyjny, ostry rock. Albo dobry rap. Dajcie czadu, no!

A Wy, co myślicie? Podoba Wam się piosenka? A może to ja przesadzam?