Gadżety w łóżku matki polki

Są niezbędne. Są must have sezonu. Bez nich żaden poranek nie byłby tak przyjemny.

Bladym świtem budzi nas gromkie „kaka” i uderzenia małej rączki. Z jednym okiem otwartym i na autopilocie sięgam do nocnej szafki i w łóżku lądują pierwsze gadżety: grzechotki, miśki, zabawki.  Można jeszcze na zamknąć oczy i odpłynąć na moment. Na 10 minut. Po tym czasie w łóżku pojawiają się utensylia z wyższej półki. Dziula oddaje się zabawie tak wspaniałymi produktami jak pudełko po apapie czy termometr pokojowy. Kolejne 10 minut błogiej drzemki. A potem nuda zwycięża, o 6.15 wstajemy, ruszamy na podbój kolejnego dnia.

Ledwo żywa, z kubkiem kawy w jednej ręce wysyłam zawistne myśli ku pracującym koleżankom.

Budzik na 7.30 c0?

Poranny prysznic, tak?

Kawa, papieros i gazeta?

Może jeszcze masz czas na makijaż?

Ciężko w szpilkach dobiec na tramwaj?

Szminka dobrana pod kolor paznokci?

A w niedzielę będziesz odsypiać do 12 i zamówisz pizzę do łóżka?

U nas w niedzielę kolej męża na zesłanie do kącika zabaw. Ja mogę zostać w łóżku. Pośpię do 8, nie mogę się już doczekać! I obudzę się z wzorkiem z grzechotki odciśniętym na policzku, wśród łóżkowych gadżetów matki polki.