Wszystkie fazy BLW

Chciałam napisać coś o BLW. I uświadomiłam sobie, że nasze rozszerzanie diety jest stałe i przewidywalne niczym kobieta w 3 trymestrze ciąży.

Oblicza nam ukazuje przeróżne, niczym słynny Grey. Dlatego zapraszam, na krótki przegląd twarzy naszego BLW.

Faza pierwsza: Książkowo dobrze

Idzie nam książkowo dobrze. W poradniku pisali, że dziecko nic nie je, za to bawi się, wciera potrawy we włosy, rozrzuca po podłodze i tylko pies ma używanie. I u nas dokładnie tak to wygląda. Podręcznikowo.

Faza druga: Zwątpienie

Nasza orka na kulinarnym ugorze trwa już ze cztery miesiące, a ona nadal NIC NIE JE ! Dzienny jadłospis rówieśników, podstępem prośbą i groźbą uzyskiwany od nieświadomych koleżanek, obfituje w „miski zupy”, „butelki kaszki” wszystkie te stopięćdziesiątki i inne dwieściedwudzietki mililitrów. A u nas co najwyżej stopięćdziesiąta część brokuła. Co ciekawe,  fazę te przechodzi ze mną znaczna część rodziny( coś jak objawy ciąży u przyszłego ojca). Babcie mogłyby się doktoryzować  i  zbić majątek na poradnikach ( ” Jak jej powiedzieć, że głodzi dziecko, inny sposób na każdy dzień roku. 35 drzeworytów ” ). No i kolejna zła wiadomość, bez względu na późniejsze sukcesy i dowolną ilość fałdek i podbródków u wnuczki, babciom tak już zostaje.

Faza trzecia: Eksploracja

Przychodzi taki moment, że dziecko rusza na podbój kulinarnego świata. I nic już nie jest takie samo. Żegnajcie słodycze, niezdrowe przekąski, fast foody. Nie uraczy się już wami dorosły człowiek. Ponieważ każdy szelest papierka, każdy ostrożny ruch na linii ręka-usta, każde przełknięcie jest jak wystrzał z armaty i wielki baner zapraszamy do stołu. I już stoi przed tobą. „Am” nazywa to, co oczywiste. A zaraz potem precyzuje, do kogo to am, jak i każde inne am w okolicy i na całym świecie powinno należeć. „Niaa”. Poparte wskazaniem paluszkiem, gdyby ktoś miał wątpliwości.

To uczucie, kiedy robisz sobie kanapkę, kładziesz na stoliku kawowym, wracasz do kuchni po herbatę, a po powrocie zastajesz sam chleb z pomidorem. Sera i sałaty jakoby nigdy nie było.

Faza piąta: Bunt

Taki już los rodzica, że z buntem zmierzyć się musi. Dziecko karmione jak tradycja karze zapewne walczy o to, by dostać łyżeczkę w swe pulchne rączki i żeby przy okazji obiadu zrobić bałagan. Przenicujcie tę wizję i dostaniecie bunt BLW.  Był taki czas, że dziecko me kazało się karmić łyżeczką. Oraz urywać małe kawałeczki jedzenia i wkładać sobie do buzi. Czekałam, kiedy każe mi przeżuwać wstępnie. A do posiłku zasiadała z mokrą chusteczką w dłoni, bezlitośnie tropiąc każdą kroplę, każdy okruszek, każdy atom posiłku na nieskazitelnym białym blacie stolika. I każdy komentowała rozczarowanym „mamoooo”.

Faza szósta: Wystarczająco dobra kucharka

Ta faza właściwie trwa od początku do dziś i potrwa pewnie do końca świata. Szukając przepisów i inspiracji wkraczam do świata, gdzie na stołach królują kasze, warzywa, których nigdy nie widziałam na oczy, zdrowe zamienniki cukru i roślinne mleka oczywiście samodzielnie przyrządzone, chyba w habenastej godzinie doby. Nie uświadczysz za to glutenu, półproduktu ani awaryjnego musu owocowego w tubce. Albo  innej beczki, przygotowane potrawy wyglądają jak z atelier Wojciecha „Modest Amaro” Basiury podczas gdy u mnie owsianka ładnie wygląda jedynie w słoiku na półce trzy dni przed ugotowaniem.

Na razie u nas tyle twarzy objawiło BLW.  Coś brzmi znajomo? Wiecie, co czeka nas dalej? Chętnie poczytam…