Moje dziecko nie chce jeść, czyli rozmowa o BLW

Napisała do mnie znajoma, z prośbą o poradę. Jej córeczka ( 9 miesięcy) pięknie jadła, a tu nagle pogorszyło się i odmawia jedzenia. Każdy lekarz mówi co innego, zgadzają się w zasadzie w jednym w straszeniu. I znajoma pisze do mnie, pewnie dlatego, że mam pół roku doświadczenia więcej.

Bardzo mi miło, że ktoś zwraca się do mnie w takiej formie i jednocześnie jestem zaskoczona i zestresowana. Niestety żaden ze mnie ekspert i nie czuję się na siłach (ani mi za bardzo nie wolno) udzielać jakiś rad jako autorytet. Ale mogę pogadać jak koleżanka z koleżanką, matka z matką. Mogę podesłać linki do fachowych źródeł i streścić co nieco z mądrych książek. A zrobił się z tego taki elaborat, że mam nadzieję, że się koleżanko nie obrazisz, jeśli odpowiem Ci tutaj. Może ktoś jeszcze znajdzie coś ciekawego.

1. Zuzia ma 9 miesięcy, od kilku dni odmawia jedzenia, je albo odrobinę, albo tylko pierś.

No i prawidłowo. Nie ma powodu do obaw. W 2014 roku został uaktualniony schemat rozszerzania diety niemowląt w pierwszym roku życia. Nowszych i bardziej aktualnych danych już nie ma. I schemat mówi jasno, że do skończenia 1 roku życia podstawowym pokarmem dziecka jest mleko. Czyli kiedy zaczynamy rozszerzać dietę mniej więcej* po skończeniu przed dziecko 6 miesiąca, to dziecko nadal żywi się mlekiem i wszystkie potrzebne składniki pokarmowe czerpie z mleka.* Wprowadzamy coś po 6 miesiącu nie dlatego, że mleko przestało wystarczać, ale dlatego, że to czas na naukę jedzenia. *Owocki, zupki, kaszki czy kawałki jedzenia to jedynie smakowanie, próbowanie, oswajanie się, zabawa. Dziewięciomiesięczna Zuzia nie musi więc najeść się zupką, nie musi jeść 3 czy iluś tam posiłków dziennie.* (mniej więcej, bo nie sprawdzamy tego z kalendarzem, tylko obserwując dziecko. Każde jest inne, każde siądzie w innym czasie zacznie chodzić w innym czasie, i będzie gotowe do rozszerzania diety w innym czasie. Kiedy wiadomo, że to już, przeczytacie na przykład TU )

2. Zu nie chudnie, moczy pampery, robi kupy, wszystko po staremu.

No właśnie. Czyli jak dla mnie to nie głoduje. My zupełnie niepotrzebnie katujemy się liczeniem, ile mililitrów i gramów powinny jeść nasze dzieci, ile przybierają tygodniowo, ile dziennie. Ja nigdy nie zapoznałam się bliżej z siatką centylową. Założyliśmy, że dopóki Nina jest pogodna, wesoła, rozwija się i co tu dużo mówić, robi kupy, to znaczy, że wszystko gra. Dziecko działa. Coś wychodzi, czyli coś tam weszło 😉 Ja wiem że najtrudniej jest tutaj oddać kontrolę ale dziecko dobrze wie, ile jedzenia potrzebuje. My też czasami jemy mniej a czasami więcej, nikt nie odlicza sobie dziennych gramów mięska i warzyw, prawda? No i ponownie nowy schemat się kłania. *Otóż według niego rodzice decydują, CO dziecko je, natomiast dziecko decyduje ILE i CZY w ogóle zje. *Czyli Ty mamo proponujesz zdrowe jedzenie, a dziecko samo wie czy będzie jeść i ile. Czyli na przykład wcale. Tylko mleko.

3. Idą zęby, lęki separacyjne, źle śpi.

Widzisz, może to jest przyczyna. Zęby, dziąsła bolą, nie ma ochoty na mielenie papek i zabawę buzią. Lęk separacyjny, rozdrażnienie, marudzenie… Dzidzia nie wyspana, zła, chce wisieć na mamie i na cycu, bo to pomaga. Więc nie jest już głodna i nie chce dopychać się zupą. Czasami tak bywa, że nawet dwulatki czy starsze dzieci w chorobie nie chcą jeść. Tylko mleko. I żyją. A może już znudziła się zabawa papkami, poznawanie smaków z łyżeczki od mamy, może pora na coś nowego?

4. Pytasz, czy może lepiej byłby BLW. Coś tam próbowałaś, ale kawałkami jedzenia też Zu nie jest zainteresowana. A może już za późno na BLW?

Z BLW jest taki problem, że zanim człowiek nie zgłębi tematu, to ma trochę skrzywione spojrzenie. Filozoficznie rzecz ujmując, dopóki się nie dowiesz to nie wiesz. Ludziom się wydaje, że chodzi o dawanie kawałków jedzenia zamiast papki. Albo o to, że dziecko ma wybór, ma 3 różne warzywa i sobie wybiera samo, na co ma ochotę. A to nie do końca tak. BLW to nie tyle metoda na naukę jedzenia, ale raczej pewna filozofia żywienia. Dla nas, matek, bardzo superowa. Kluczem jest tutaj angielska nazwa, czyli *baby led weaning, *czyli *dziecko rządzi, prowadzi rozszerzaniem diety. *Bazujemy na tym samym, co najnowsze wytyczne, czyli do 1 roku życia wystarczy mleko! A dziecko, idąc własnym tokiem rozwoju, pokazuje, na co jest gotowe z jedzeniem. Czyli najpierw siedzi samo i rwie się do stołu rodziców, chce dotknąć, spróbować. To dostaje. Potem nagle umie już chwyt szczypcowy, więc radzi sobie z mniejszymi kawałkami. W międzyczasie dojrzewa buzia, język, idą zęby. I dziecko powoli zauważa, że są różne smaki, konsystencje, że można połknąć, że można się najeść. A przy okazji, że siedzimy razem przy stole, że rozmawiamy, że tak się zachowują dorośli, takie mają relacje. W końcu samo poprosi o zupę w misce i łyżeczkę. Więc nie, nigdy nie jest za późno na zmianę podejścia i wrzucenie na luz.

5. Jak się do tego zabrać?

To tak naprawdę proste. Ja na początku szalałam, gotowałam cuda na kiju, podawałam, nie chciała, może nie głodna, podawałam po piersi, przed piersią, po spacerze, między drzemką a kupą, a może jednak po drzemce… I sprawdzałam, ile zjadła, cholera, znowu nic. A tu już 9 miesiąc. I rówieśnicy wpitalają michę zupy. A ona znowu marze tym brokułem po stole. Co ja robię źle? A potem wyluzowałam. Zamiast dostosowywać się do BLW dostosowałam BLW do naszej rodziny. Sorry, Nina, plemię zajęte, musimy zbierać ryż i polować, sama rozumiesz, nikt nie ma czasu się pitolić z twoją kaszą jaglaną. Więc po prostu jak była nasza pora posiłku, to bąbel siadał z nami.  Dostawał to co my, lekko przystosowane, czyli na przykład w większym kawałku, bez przypraw itp. I poszło. Bez stresu, na luzie. Przyjemnie.

Tak więc na początek zaufać dziecku.

Po drugie nie sprawdzać, ile je. Mleko je? No i spoko

Po trzecie, warto przeczytać książkę Bobas Lubi Wybór, albo chociaż książkę kucharską, tam też jest fajny rozdział wprowadzający. Jak coś, chętnie pożyczę.

Po czwarte, ten blog to kopalnia wiedzy i przepisów.

Po piąte, 5 sposobów na dobry początek. :)

6. Babcia każe gotować królika i dosalać, dosładzać…

Babcie są kochane.Mi moja prywatna Babcia, najwspanialsza kobieta świata, załatwiła makabryczny transport młodych gołąbków i sprawdza zawsze, czy mam jeszcze mleko. Pokolenie naszych mam chce dobrze, ale bazują na tym, co zalecano kiedy to my byłyśmy niemowlakami. I w sumie nic dziwnego. Chyba mało która babka hobbystycznie śledzi przez 30 lat nowinki w schematach żywienia osesków. Więc z miłością powiedzieć, że są nowe badania, nowe wytyczne. Można pomachać broszurką.

7. Lekarz każe zmienić na mleczko z puchy i zmuszać do zupki ze słoiczka.

A tutaj już nie będzie tak miło, konowały wstrętne. Ja też dostałam od mojej pani doktor masę ulotek ze wskazaniem, którego producenta zupki muszę koniecznie podawać. A takiego.

No ale na zimno, warto pamiętać, że pediatra jest specjalistą od chorób dzieci, więc po taką poradę warto się do niego udać. Natomiast jeśli to on ostatni raz o rozszerzaniu dzieci czytał na studiach, a potem na konferencji producenta puchy, to ja podziękuję bardzo.

Nawet kiedy dziecko słabo przybiera, należy ZWIĘKSZYĆ ilość karmień. Nie wolno zastępować przez pierwszy rok posiłków mlecznych innymi. Proponować obok, jasne. Ale nie zamieniać. Czemu? Mleko mamy jest najlepiej przyswajalne. Ma wszystkie potrzebne składniki (zobacz tutaj). Jest idealnie wyprodukowane dla konkretnego dziecka, Twojego dziecka. Najlepsza domowa eko zupka z królika i warzyw nie ma ich tylu. I nie wchłoną się tak dobrze. A tak na zdrowy rozum, zastąpienie pełnowartościowego posiłku papką z jałbuszka? Gotowaną marchewką? To chyba metoda na odchudzanie a nie na wzrost.

Mam nadzieję, że coś pomogłam i że nie obrazisz się o formę :)

Chętnie pożyczę książki i poopowiadam o naszych doświadczeniach.  A teraz lecę grzać obiad, bo zaraz kończy się drzemka i ktoś będzie walić w stolik i skandować „mama am am am”. Albo „cycy”. Bo u nas też idą zęby.