Chore

Ma wolną chwilę, kawka stygnie na biurku, więc nadrabia internety. Prasóweczka. Ma zdanie na każdy temat, więc wszędzie jakiś odprysk mądrości skapnie. Tu jakiejś celebrytce skomentuje suknię na galę, że wiocha. Tam jakiś koteczek śliczny, to kliknie, że lubi. Tutaj śmieszny obrazek, udostępni, bo taki w jej stylu. A tam gorący news, że jakieś dziecko chore czy coś, jakaś aborcja czy coś, lekarz jakiś, profesor. Artykuł długi, nie chce się czytać całego, ale rzut oka wystarczy. No i komencik można trzasnąć.

O tej matce, co tam o niej piszą. Że okropna i zła, ja to bym kochała nawet chore dzieciątko, wiadomo, bo ja jestem ta dobra. No to lecimy dalej, o odchudzaniu coś piszą, nowa dieta, zobaczmy… Nie wiem, czy sama ma dzieci czy nie, jakie ma problemy i jak sobie z nimi radzi, ale denerwuje mnie bardzo że tak lekką ręką rozdaje ludziom tak niewyobrażalny ciężar na całe życie. Ja bym kochała, ja bym urodziła, ja bym dała radę. Wiesz ty o czym mówisz w ogóle dziewczyno?

Moja córka ma czasami gorszy czas, budzi się w nocy 4 razy, trzeba wstać, ponosić, potulić, dać syropku na bolące dziąsła. Wstajemy na zmianę z mężem. Po takim 3 dniowym maratonie padam na twarz. Kupuję sobie w nagrodę wielkie ciacho, jadę do dziadków odpocząć i odespać, Klepiemy się z mężem po plecach, że była MA SA KRA ale daliśmy radę, uff. Ale już niedługo, w końcu będzie przesypiać większość nocy, spokojnie i zdrowo.

Autystyczny ośmioletni syn tej pani śpi tylko bujany w kocu. Tylko. Inaczej wrzeszczy. Cierpi. Więc ta pani z mężem stoi całą noc i buja kocyk, żeby synek mógł zasnąć. Znajomi pomagają, robią dyżury, przychodzą na zmianę. Żeby rodzice mogli choć na chwilę zamknąć oczy. I tak już rok i nie wiadomo jak długo jeszcze. Może zawsze?

Kiedy moja córka była niemowlęciem, maiłam wrażenie, że jestem automatem do karmienia, przewijania, usypiania i kąpania. Tylko na tym mi mijał cały dzień. Miałam wrażenie, że oszaleję. Już nie dam rady kolejnego tygodnia, muszę coś zrobić innego bo mój mózg zamieni się w jednego wielkiego mokrego pampersa. No i pojawił się pierwszy uśmiech, pierwszy kontakt, interakcja. Wspólne zabawy, nauka świata, wyjścia z domu.

Pani ma na oko z 60 lat. Jej niemowlak jest dobrze po 30. Na szczęście jest bardzo chudy, tak że może przenieść go z inwalidzkiego wózka na koc rozłożony na piasku na plaży. A potem z powrotem na wózek. Ile to już lat karmienia, przewijania, kąpania i usypiania? Bez nadziej na kolejny krok? Jej synek nigdy nie chwyci grzechotki, nie pokaże palcem zabawki, nie zachwyci się światem pokazywanym przez mamę. Każdy dzień taki sam, tylko sił oraz mniej. A nocami myśl, co będzie jak mamy zabraknie? Kto synkowi zmieni pieluchę z taką czułością? Kto zadba, żeby nie było odleżyn? I kto zareaguje na płacz tak szybko jak mama?

Nie mogłam wytrzymać przy szczepieniu mojej córki. Kiedy patrzyłam na jej zadowoloną buzię, na to, jak bawi się nową książeczką w przychodni i jak totalnie nie spodziewa się, że za chwilę zaboli to skręcał mi się żołądek. I to jak po wkłuciu najpierw była zaskoczona, przez sekundę, a potem wybuchała okropnym pełnym żalu płaczem i szukała u mnie ratunku. Coś okropnego, bolało mnie wszystko i płakałam razem z nią. Ale wystarczyła minuta, utulenie i ból mijał, nadchodził spokój, tylko mnie się jeszcze trzęsły ręce przez chwilę.

Ta mama czuwa przy łóżku córki i czeka, kiedy mała wybudzi się z narkozy po kolejnym zabiegu. Najpierw będzie mieć mdłości i torsje, bo tak zawsze reaguje na znieczulenie. A potem trzeba będzie koić ból i tulić, tulić. A jak tylko dojdzie do siebie prowadzać na kolejne sesje rehabilitacji. Mała nie chce, płacze, boli. A mama z uporem prowadzi tam córkę i pomaga powtarzać bolesne ćwiczenia, bo dzięki temu mała będzie krok bliżej normalnego życia.

Jest mi bardzo ciężko, jestem przemęczona, przestaję ogarniać to wszystko, przerasta mnie. Mój mąż postanawia, że po pracy przejmuje małą a ja mam czas na odpoczynek, pasję, coś swojego. Czuję się jak nowo narodzona, co wieczór mam czas, żeby stęsknić się za małą i wrócić do niej z nową energią.

Było mi bardzo ciężko, byłam przemęczona, przestałam ogarniać, przerosło mnie, mówi mi ta mama. Widzisz ten most? Za każdym razem, kiedy nim szłam z moją córką kalkulowałam zupełnie na zimno, czy nie byłoby lepiej wziąć ją za rękę i skoczyć. Lepiej dla niej, dla mnie i dla moich pozostałych dzieci. To było jedyne wyjście, które wtedy przychodziło mi do głowy.

Bycie mamą zdrowej, cudownej, pięknej dziewczynki jest czasami wyczerpujące. Ale po każdej ciężkiej nocy przychodzi 10 spokojnych. Po każdym marudnym dniu 20 radosnych. Kiedy już czuję, że nie dam rady coś się zmienia,mogę odpocząć, naładować się nową energią.

Skąd biorą siłę rodzice chorych dzieci, którzy nie maja tych przerw od natury? Nie jestem sobie w stanie tego wyobrazić.


emocjonalny tekst, owoc całej nocy przemyśleń spowodowanych komentarzami internautów na temat sprawy doktora Ch. W ten temat nie chcę się nawet zagłębiać, ale najbliżej tego , co myślę, pisze Rysiowa Mama. Zaznaczam, że mój potok myśli powyżej nie ma nic wspólnego z aborcją ani tą aferą to tylko odpowiedź na te zadowolone z siebie, zupełnie nie na temat komentarze.